Papierowe miasta: Różnice pomiędzy wersjami

Dodane 6685 bajtów ,  6 lat temu
notka
(notka)
(notka)
 
==Margo Roth Spiegelman==
* A prawda jest taka, że ludzie uwielbiają ideę papierowej dziewczyny. Zawsze tak było. I najgorsze jest to, że ja też ją uwielbiałam. Kultywowałam ją, rozumiesz? Ponieważ to naprawdę wspaniałe uczucie, kiedy jest się ideą, którą każdy lubi.
 
* I czekałam, aż ta samotność i nerwowość sprawią, że będę chciała wrócić. Ale tak się nie stało. To jedyne, czego nie mogę zrobić, Q.
 
* Ludzie tworzą miejsca, a miejsca tworzą ludzi.
 
* Może jest raczej tak, jak powiedziałeś wcześniej: wszyscy jesteśmy popękani. Każde z nas zaczyna jako wodoszczelny okręt. Ale potem przydarzają się nam różne rzeczy - ludzie nas opuszczają albo nas nie kochają, albo nas nie rozumieją, albo my ich nie rozumiemy, więc tracimy, przegrywamy i ranimy się wzajemnie. I okręt zaczyna miejscami pękać. No a kiedy okręt pęka, koniec staje się nieunikniony.
 
* Nieważne, jak bardzo życie daje człowiekowi w kość, zawsze jest lepsze niż to drugie.
 
* Pójdziesz do papierowych miast i nigdy już nie powrócisz.
 
* Przez te wszystkie lata byłeś dla mnie papierowym chłopcem - miałeś dwa wymiary jako postać na papierze i dwa inne, ale ciągle płaskie, wymiary jako osoba. Jednak tamtej nocy okazałeś się realny. Ta noc ostatecznie okazuje się tak dziwna i zabawna, i magiczna, że gdy nad ranem wracam do mojego pokoju, po prostu za tobą tęsknię. Chcę do ciebie przyjść i z tobą pobyć, i pogadać, ale już postanowiłam, że odejdę, więc muszę odejść.
 
* Stąd nie możesz zobaczyć rdzy ani popękanej farby, ani całej reszty, ale możesz stwierdzić, jakie to miejsce jest naprawdę. Możesz się przekonać, jakie to wszystko jest sztuczne. Nie jest nawet na tyle trwałe, by je nazwać miastem z plastiku. To papierowe miasto. Mówię ci, tylko popatrz, Q: popatrz na te wszystkie ślepe zaułki, ulice, które zawracają same na siebie, wszystkie te domy wybudowane po to, by się rozpaść. Na wszystkich tych papierowych ludzi mieszkających w swych papierowych domach i wypalających swoją przyszłość, byle tylko siedzieć w cieple. Na wszystkie te papierowe dzieciaki pijące piwo, które kupił im jakiś menel w papierowym całodobowych. Każdy opętany jest manią posiadania przedmiotów. Cienkich jak papier i jak papier kruchych. No i wszyscy ci ludzie. Mieszkam tu osiemnaście lat i ani razu w swoim życiu nie spotkałam kogoś, komu zależałoby na czymkolwiek istotnym.
 
* Ty nawet nie jesteś wkurzony na mnie, Q! Jesteś wkurzony na wyobrażenie o mnie, jakie przechowujesz w głowie od czasów naszego dzieciństwa!
 
* Wiedziałeś, że na dobrą sprawę przez większość historii rodzaju ludzkiego przeciętna długość życia wynosiła mniej niż trzydzieści lat? Mogłeś liczyć na jakieś dziesięć lat właściwego dorosłego życia, czaisz? Nikt nie planował życia na emeryturze. Nikt nie planował kariery. W ogóle nikt nic nie planował. Nie było czasu na planowanie. Nie było czasu na przyszłość. ale potem długość życia zaczęła się wydłużać i ludzie mieli coraz więcej i więcej przyszłości, zaczęli więc spędzać coraz więcej czasu na rozmyślaniu o niej. O przyszłości. A dzisiaj życie stało się przyszłością. W każdym momencie swojego życia człowiek żyje dla przyszłości - idzie do szkoły średniej, żeby móc pójść do college'u, żeby dostać dobrą pracę, żeby kupić ładny dom, żeby było go stać na posłanie dzieci do college', żeby one dostały dobrą pracę i mogły posłać swoje dzieci do college'u.
 
==Quentin Jacobsen==
* Choć wszystkie te nigdy-więcej paraliżowały mnie i przygnębiały, poczułem, że to ostateczne odejście jest doskonałe. Czyste. Że jest kwintesencją wyzwolenia.
 
* Do tej pory nie płakałem za Margo, jednak teraz nareszcie pozwoliłem sobie na łzy, waląc w ziemię i krzycząc, ponieważ nie było nikogo, kto mógłby mnie usłyszeć: tęskniłem za nią, tęskniłem za nią, tęskniłem za nią, tęskniłem za nią.
 
* Jestem na nią wściekły. Za... za... Nie wiem, za co. Za to, że nie jest Margo, której się spodziewałem. Za to, że nie jest Margo, którą, jak sądziłem, nareszcie właściwie sobie wyobraziłem.
 
* Jestem przekonany, że Margo wsiądzie teraz do samochodu, jednak tego nie robi. Po raz ostatni odwraca się do mnie i widzę jej mokre od łez oczy. Fizyczna odległość między nami przestaje istnieć. gramy na pękniętych strunach naszych instrumentów ten jeden ostatni raz.
 
* Margo opuściła szybę i poczułem na twarzy powiew gęstego powietrza, cieplejszego, niż powinno być nocne powietrze. Zerknąłem w bok i zobaczyłem rozwiane pasma włosów na całej jej twarzy. Choć widziałem ją obok siebie, poczułem się całkiem sam pośród tych wysokich i pustych budynków, jakbym ocalał z apokalipsy i otrzymał świat w darze, cały ten niesamowity i nieskończony świata, czekający, bym zaczął go odkrywać.
 
 
* Miała ten rodzaj palców, które chciałoby się spleść z własnymi.
 
* Miasto było z papieru, ale nie wspomnienia.
 
* Mimowolnie myślałem o tym, że szkoła i cała reszta się kończą. Przyjemnie było tak stać poza kręgiem sofy i patrzeć an nich - był to rodzaj smutku, który mi nie przeszkadzał, więc po prostu się przysłuchiwałem i pozwalałem, by szczęście i smutek w obliczu końca wirowały wokół mnie i wzajemnie się podsycały. Długo jeszcze czułem, jak pęka i otwiera mi się klatka piersiowa, lecz właściwie nie było to nieprzyjemne.
 
* Może to właśnie tym musiałem się zająć się w pierwszej kolejności? Musiałem odkryć, jaka jest Margo, kiedy nie jest Margo, którą znałem.
 
* Mógłbym teraz obrócić się na bok i ona także mogłaby się obrócić. I moglibyśmy się pocałować. tylko jaki sens miałoby całowanie się teraz? To donikąd nas nie zaprowadzi. Wpatrujemy się oboje w bezchmurne niebo.
 
* Mógłbym wstać, podejść do Margo i ją pocałować. Mógłbym. Ale ciągle zbyt wiele mógłbym popsuć.
 
* Nic nigdy się nie zdarza się tak, jak to sobie wyobrażamy - mówi Margo. (...) - Tak, to prawda - przyznaję. Jednak zastanowiwszy się przez chwilę, dodaję: - Z drugiej strony, jeśli sobie niczego nie wyobrażasz, nigdy nic się nie wydarza. Jednak wyobrażenia nie są idealne. Nie można całkowicie zanurzyć się w tę drugą osobę.
 
* Niemal potrafię sobie wyobrazić szczęście bez niej, niemal potrafię sobie wyobrazić, że jestem zdolny pozwolić jej odejść, zdolny poczuć, że nasze korzenie są połączone, nawet jeśli juz nigdy więcej nie zobaczę tego źdźbła trawy.
 
* Odchodzenie jest przyjemne i czyste, tylko kiedy zostawia się za sobą coś ważnego, coś, co miało dla nas znaczenie. Kiedy wyrywa się życie razem z korzeniami. Ale tego nie da sie zrobić, dopóki nasze życie nie zapuści korzeni.
 
* Po raz pierwszy ogarnęło mnie zmęczenie i przyszło mi do głowy, że moglibyśmy się położyć gdzieś na porośniętym trawą skrawku SeaWorld, ja na plecach, a ona na boku, obejmując mnie ramieniem, z głową na mojej piersi, z twarzą wróconą ku mnie. Nic byśmy nie robili, tylko tak leżeli razem pod nocnym niebem, tak jasno tu oświetlonym, że gwiazdy w nim tonęły. Mógłbym poczuć na szyi jej oddech, może moglibyśmy tak zostać do rana, a rano mijaliby nas ludzie przychodzący do parku i widząc nas, myśleliby, że my też jesteśmy turystami, a potem wmieszalibyśmy się w ten tłum. Ale nie. Miałem do obejrzenia Chucka bez jednej brwi, i historię do opowiedzenia Benowi, i lekcje, i salę muzyczną, i Duke'a, i przyszłość.
 
* Pragnąłem, żeby zniknięcie Margo jakoś mnie odmieniło; ale tak się nie stało, niezupełnie.
 
* Przestałem machać. Moja głowa znajdowała się teraz na wysokości głowy Margo i wpatrywaliśmy się w siebie z przeciwległych stron szyby. Nie pamiętam, jak to się skończyło - czy ja poszedłem do łóżka, czy ona odeszła. W moich wspomnieniach ta scena nie ma końca. Trwamy tak, na zawsze wpatrzeni w siebie.
 
* Spisałem nazwy pseudoosiedli, schowałem notes z powrotem do plecaka. Może byłem samolubny, ale chciałem być sam, kiedy znajdę Margo.
 
* Stojąc na tym parkingu, uświadamiam sobie, że jeszcze nigdy nie byłem tak daleko od domu i że przede mną stoi dziewczyna, którą kocham, ale nie mogę za nią podążyć. Mam nadzieję, że tak postąpiłby bohater, bo niepodążanie za nią jest najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłem.
 
* Tak. Nieustannie popełniałem fundamentalny błąd, a ona sama, jak się okazuje, celowo mnie w nim utwierdzała. Prawda zaś była taka: Margo nie była cudem. Nie była przygodą. Nie była kruchą i drogocenną istotą. Margo była dziewczyną.
 
* Tak trudno jest odejść - dopóki się nie odejdzie. A wówczas to najłatwiejsza rzecz pod słońcem.
 
* Tamtej nocy nabrałem pewności, że tam byłaś - wyznaję. - Ten koc wciąż tobą pachniał. Kiedy to mówię, jej dłoń muska moją dłoń, więc ją ujmuję, bo czuję, że teraz mniej mogę popsuć.
 
* Tej nocy leżałem na boku, wpatrując się przez okno w niewidzialny świat na zewnątrz. Wielokrotnie próbowałem zasnąć, ale za każdym razem moje oczy gwałtownie się otwierały, tak na wszelki wypadek. Nie mogłem nic poradzić na to kołaczące się we mnie uczucie nadziei, że Margo Roth Spiegelman wróci pod moje okno i gdzieś powlecze mój zmęczony tyłek przez jeszcze jedną noc, której nigdy nie zapomnę.
 
* Uderzyło mnie poczucie pewnej niesprawiedliwości, że taki dupek jak Jason Worthington miał możliwość uprawiania seksu zarówno z Margo, jak i z Beccą, podczas gdy zupełnie sympatycznym osobnikom takim jak ja, nie było dane uprawiać seksu z żadną z nich - czy z kimkolwiek innym, na dobra sprawę.
 
* W moim śnie leżałem na plecach, a Margo trzymała głowę ma moim ramieniu, od betonowej podłogi dzielił nas tylko skrawek wykładziny. Jej ramię spoczywało na mojej klatce piersiowej. Leżeliśmy pogrążeni we śnie. Boże, zmiłuj się nad jedynym nastolatkiem w Ameryce, który śni o spaniu z dziewczyną, i tylko o spaniu.
 
* Wydawało mi się, że można ją rozweselić. wydawało mi się, że jeśli będę pewny siebie, coś może się między nami wydarzyć. Myliłem się.
 
* Z bliska wszystko jest brzydsze - odparła Margo. - Nie ty - wypaliłem, nim zdążyłem się zastanowić, co mówię.
 
==Radar==
 
* Jasne. Wiesz na czym polega twój problem, Quentin? Stale oczekujesz, że ludzie nie będą sobą. Tylko pomyśl mógłbym cię nienawidzić za to, że jesteś nieprzyzwoicie niepunktualny, że nigdy nie wykazujesz zainteresowania niczym innym oprócz Margo Roth Spiegelman, że praktycznie nigdy mnie nie pytasz, jak mi się układa z moją dziewczyną - ale mam to gdzieś, człowieku, bo ty to ty.
 
[[Kategoria:Amerykańskie powieści dla dzieci i młodzieży‎]]
70

edycji