Opium w rosole: Różnice pomiędzy wersjami

Dodane 5 bajtów ,  8 lat temu
m
int.
m (Wycofano edycje użytkownika 185.29.13.178 (dyskusja). Autor przywróconej wersji to San85.)
m (int.)
** Źródło: s. 106
 
* Nie można podobać się wszystkim, trudno. A przecież chciałoby się...się…
** Źródło: s. 184
 
===Aurelia Jedwabińska vel Genowefa===
{{osobne|Aurelia Jedwabińska}}
* A sama skoczyła jeszcze po...po…(...) Ojejusiu, o mało się nie wygadałam, że skoczyła po kwiaty!!!
** Źródło: s. 95
 
* Ja się nie znam jeszcze na zegarku (...). Ale chyba już jest ta pora obiadowa, bo mi się chce jeść obiad.
** Źródło: s. 95
 
** Zobacz też: [[bunt]], [[przemoc]], [[ucieczka]], [[wychowanie]]
 
* Człowiek nigdy nie powinien być traktowany instrumentalnie. W wychowaniu także. Dziecko ma też godność (...) i to trzeba umieć uszanować, tak jak jego swoisty charakter, upodobania i osobliwości.
** Źródło: s. 120
 
* (...) człowiek (...), który jest autorytetem, jest nim sposób naturalny i wcale nie musi starać się o to. Każdy go szanuje.
** Źródło: s. 121
** Zobacz też: [[autorytet]]
 
* Stosunek do rodziców jest niezwykle ważnym elementem struktury psychicznej człowieka (...).
** Źródło: s. 90
** Zobacz też: [[rodzice]]
===Janina Krechowicz (Kreska)===
{{osobne|Janina Krechowicz}}
* (...) może zbyt często lubimy wszytko zwalać na jakąś, no, siłę wyższą, która nam uniemożliwia to czy owo...owo… podczas gdy wiele rzeczy, a już na pewno to, jacy jesteśmy, zależy głównie od nas samych.
** Źródło: s. 115
 
** Źródło: s. 115
 
* Takie mam zamiary, że nigdy jej nie opuszczę (...), że zawsze będę przy niej, a jak mnie odpędzi – to będę w okolicy, w zasięgu głosu, żeby zawsze mogła zawołać mnie na pomoc.
** Opis: w myślach o Kresce.
** Źródło: s. 152
 
===Piotr Ogorzałka===
* Czaszka rzecz nieważna. Jak wiadomo, wszystko i tak zależy od zawartości...zawartości…
** Źródło: s. 74
 
* Płeć żeńską (...) można podzielić z grubsza na: baby, babsztyle, babusy, babki, kobietki, kobieciątka oraz chłopczyce. Najmniej w tym gronie jest kobiet (...) Kobiet – bo Kobieta – to brzmi dumnie.
** Źródło: s. 166
 
* Strzeż się kobiet, które cię chwalą (...). Kobiety (...) myślą, że nie ma na mężczyznę lepszego sposobu niż pochlebstwa. Co gorsza, wydaje mi się, że mają rację. Dlatego na twoim miejscu ceniłbym sobie słowa zdrowej krytyki, bo te przynajmniej dowodzą szczerości.
** Źródło: s. 163
** Zobacz też: [[kobieta]], [[krytyka]], [[mężczyzna]], [[pochlebstwo]], [[pochwała]], [[szczerość]]
===Gabriela Pyziak (z d. Borejko)===
{{osobne|Gabriela Borejko}}
* Każdy jest doświadczony przez życie. (...) Ale to nie może automatycznie oznaczać pesymizmu.
** Źródło: s. 215
** Zobacz też: [[pesymizm]]
 
==Dialogi==
* – A! Jedwabińska. No, a gdzież twoje warkocze?<br />– Obcięłam je. Dawno. Nie wypada...wypada… w pracy.
** Opis: Ewa odwiedza profesora Dmuchawca.
** Źródło: s. 102
 
* – Ale...Ale… Janka! Co ty...ty… przestań się wygłupiać!<br />– Ja się wcale nie wygłupiam (...). Ja tylko nie chcę takiego (...) tombaku.<br />Odwróciła się nagle i wpadła do swojej bramy, jakby ją kto gonił.<br />Ale Maciek ani myślał ją gonić. Stał w miejscu, serce mu mocno biło, a w głowie kołatało się jedno zasadnicze pytanie: co to znowu jest tombak, do cholery?!
** Źródło: s. 161
** Zobacz też: [[tombak]]
 
* – Aurelia nie cierpi rosołu! Nienawidzi! Trzeba ją zmuszać, żeby przełknęła choć łyżkę! Czy może to był jakiś specjalny rosół?...<br /> – Zwykły chudy rosołek.<br /> – Może...Może… jakaś specjalna przyprawa?...<br />Pani Borejko roześmiała się.<br /> – Może. Przyprawa pana Ogorzałki. Zresztą potem i Gabrysia, moja córka, przyprawiała, i ja. To niezawodna przyprawa. Wszystko z nią smakuje, nawet suche ziemniaki.<br /> – Maggi? – dopytywała się Ewa całkiem już natarczywie, po czym zreflektowała się i pokryła zmieszanie suchym śmieszkiem. – Albo może jakiś narkotyk?<br /> – Może to i narkotyk: trochę serca – śmiała się pani Borejko.
** Źródło: s. 221
 
* – Być może ma za mało dyscypliny...dyscypliny…<br />– O, nie – żywo zaprzeczyła pani Lelujkowa. – Dyscypliną to dostawał dość często, aż mi go było żal. Mąż mu dawał lanie za każdą dwóję...dwóję…
** Opis: Ewa Jedwabińska rozmawiała z matką Jacka o jego niestosownym zachowaniu.
** Źródło: s. 119
** Zobacz też: [[dyscyplina]]
 
* – Chciałbym, żebyś była moją dziewczyną – wypowiedział Maciek w formie luźnej propozycji.<br />Kreska odzyskała oddech mniej więcej po pięciu sekundach.<br />– Wydaje mi się, że już masz swoją dziewczynę (...).<br />– Z Matyldą koniec! – zakrzyknął Maciej. – Okazało się, że jest nikczemna! (...)<br />– I od razu ujrzałeś mnie w innym świetle.<br />– Janka, ty chyba źle to rozumiesz. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego.<br />– Ma.<br />– Nie ma!... Zwyczajnie, podobasz mi się. Lubię cię.<br />Kreska zatrzymała się przed swoją bramą.<br />– Ja też cię lubię (...). I szanuję cię (...). I dlatego postaram się zaraz zapomnieć o twoim nietakcie.<br />– Nietakcie!... Słuchaj, no co ty...ty… co ty mówisz?! Ja ci przecież tylko proponuję...proponuję…<br />– ... Falsyfikat – wpadła mu Kreska w słowo.
** Źródło: s. 160
 
* – Co się martwisz, ja ciągle kaszlę – beztrosko rzuciła Genowefa. – To samo przejdzie.<br />– To przejdzie w zapalenie płuc (...).
** Źródło: s. 62
 
* – (...) czy tobie też czasem wszystko się wydaje małe, brudne i brzydkie? (...)<br />– Bywa, że tak (...). Ale nie, jednak nie wszystko, nie. Zawsze jednak pozostaje parę spraw wielkich, czystych i pięknych. I te nie podlegają żadnym zmianom. Są wieczne.
** Źródło: s. 82
 
** Zobacz też: [[odzież]], [[ubranie]]
 
* – Dziewczyny się będę słuchał, też!...<br />– Czasami można, a wręcz należy – lakonicznie odparł Piotr (...).
** Źródło: s. 162, 163
** Zobacz też: [[dziewczyna]]
** Źródło: s. 46
 
* – Jak ty to robisz, że nie jesteś smutna?<br />– Opowiadam sobie dowcipy – odrzekła Gabrysia (...).<br />– Ty sobie dałaś radę ze wszystkim. Żadne nieszczęście cię nie złamie. (...) Jak można być radosnym na tym strasznym świecie?<br />– Nie „można”, a „trzeba” – mruknęła Gabrysia (...). – Nikomu nic nie przyjdzie z tego, że ja się rozkleję.
** Źródło: s. 56, 57
 
* – Jakim cudem? – spytał profesor. – Jakim cudem umiesz czuć się szczęśliwa? Po tym wszystkim, po tej klęsce.<br />Nic nie wiem o żadnej klęsce – oświadczyła Gabrysia (...). – Niczego w tym rodzaju nie przyjęłam do wiadomości. Ja tylko zapłaciłam swój rachunek za doświadczenie – i już je nabyłam. Już je mam. Jestem mądrzejsza. I silniejsza. Przecież sam pan nas uczył, że życie bez cierpienia jest jak jedzenie bez soli...soli…
** Źródło: s. 96
** Zobacz też: [[doświadczenie]], [[klęska]]
 
* – (...) jestem tylko człowiekiem doświadczonym przez życie i dlatego – pesymistą.<br /> – Każdy jest doświadczony przez życie. Ja również – oświadczyła Gabriela. – Ale to nie może automatycznie oznaczać pesymizmu (...). Pesymizm jest (...) słabością ludzi małodusznych.
** Źródło: s. 215
 
* – Ma okropny charakter!<br />– Lepszy okropny niż żaden (...).
** Źródło: s. 163
** Zobacz też: [[charakter]]
 
* – Masz dzieci?<br />– Jedno. Aurelię (...).<br />– Aha – rzekł profesor. – Aurelia. Jak się zdrabnia to imię?<br />Ewa spojrzała na niego ze zdziwieniem.<br />– Wcale się nie zdrabnia.<br />– To pewnie ją nazywasz Pyzą albo Ciapusiem?<br />– Proszę?! Nie, skąd.<br />– To...To… zaraz...zaraz… to jak się do niej zwracasz?<br />– No, po prostu: Aurelio (...).
** Źródło: s. 103
** Zobacz też: [[dziecko]], [[imię]], [[zdrobnienie]]
 
* – Matylda...deMatylda…de La Mole...Mole…<br />– Skąd – spojrzała ona ze zdziwieniem. – Stągiewka.<br />– Proszę? (...) Nie, nie...nie… ja...ja… Stendhal...Stendhal…<br />– Stągiewka – powtórzyła Matylda z naciskiem.
** Źródło: s. 42
** Zobacz też: [[Stendhal]]
 
* – Nie ma ich w domu...domu…(...)<br />– E, to jeszcze nie tragedia – pan Ogorzałka potarmosił małą za ucho. – Nie płacz. Nie ma ich, ale przecież przyjdą – tu uśmiechnął się do małej krzepiąco (...).<br />– Też tak myślę (...). Dobrze, więc pójdę na obiadek do ciebie.<br />– Proszę? – wyrwało się zaskoczonemu Piotrowi.<br />– Dziękuję – z godnością odrzekła dziewczynka i podniosła na niego wilgotne, lśniące oczy w kolorze jeżyn.
** Źródło: s. 66, 67
 
** Źródło: s. 178
 
* – Piotr pisze kronikę.<br />– Historię – sprostował starszy Ogorzałka. – Zrozumiałem któregoś dnia, że to, co przeżywamy dziś, już jutro stanie się części historii. Pamięć jest zawodna. Po latach ten mój zeszyt będzie bezcenny. Wszystko tu mam. Każdy dzień. Każdą zbrodnię. Każde kłamstwo.<br />– Myślisz, że tylko z tego tworzy się historia? – obruszyła się Gabrysia (...).<br />– Na ogół (...).<br />– Ejże, a bohaterstwo? A idee? A...A…<br />– Tak, tak, idee, te wszystkie piękne idee, które nieodmiennie nikczemnieją...nikczemnieją…
** Źródło: s. 164
 
* – Powiem wierszyk! – oznajmiła nagle, zdejmując botki i włażąc na krzesło.<br />Odkaszlnęła leciutko, by skierować na siebie uwagę zebranych, złożyła wiotkie rączki wyuczonym ruchem, przybrała sztuczną minkę i sztucznym blaszanym głosikiem wyrecytowała, patrząc głęboko w oczy pana Lewandowskiego:<br />– Stary jesteś, śmierć cię czeka.<br />Garbarz po twą skórę pośle.<br />Już niedługo twego życia.<br />Mój ty stary, biedny ośle. (...)<br />– Do diabła, zapomniałam, jak to dalej leci.<br />– Całe szczęście – burknął Sławek. – Nie wiadomo, do czego by doszło.
** Źródło: s. 14, 15
** Zobacz też: [[wiersz]]yk
 
* – (...) świat zawsze był taki sam – pełen miłości i nienawiści zarazem, dobra i zła, kłamstwa i prawdy. To że nas przypadkiem zło dotyka, nie znaczy wcale, że jesteśmy szczególnie pokrzywdzeni. Trzeba to przyjąć jak jeszcze jedną próbę, którą nam los zadał – i spokojnie robić swoje.<br />– Co niby? – spytała z rezygnacją Kreska. – Co w ogóle można robić w takich beznadziejnych czasach, z tak niepewną przyszłością w perspektywie?<br />– Boże, no to samo, co w każdych innych: myśleć. Wybierać. Walczyć, Doskonalić się. Kochać...Kochać…
** Źródło: s. 58
** Zobacz też: [[dobro]], [[świat]], [[zło]]
 
* – Światem rządzi kłamstwo, nienawiść i chciwość – skondensował się Piotr.<br />– Coś takiego odkrywa się na ogół w wieku pokwitania! – wrzasnęła Gabriela (...).
** Źródło: s. 165
** Zobacz też: [[chciwość]], [[kłamstwo]]
 
* – (...) tatuś nie jest pijusem. Jest tym...tym…<br />no, zapomniałam.<br />– Narkomanem! – podsunął Sławek.<br />– Nie. Na „i”.<br />– Inwalidą? (...)<br />– Inspektorem! (...)<br />– Inkasentem!<br />– Nieee...Nieee… podobnie, ale nie tak...tak…<br />– Kasjerem!<br />– Nie...Nie… takie długie słowo...słowo…(...) O, już wiem! – powiedziała z ulgą Genowefa. – Inte...Inte… lektualistą.
** Źródło: s. 15, 16
** Zobacz też: [[intelektualista]]
 
* – To miejsce musi być wolne, wiesz? – wyjaśniła [Gabriela] (...). – Czekamy na kogoś.<br />– Aha, on zaraz przyjdzie, tak? – domyślnie spytała Genowefa (...).<br />– To jest Pyzunią? – chciała wiedzieć Genowefa, zaglądając do wózka.<br />– Tak (...).<br />– A kto jest jej tatusiem? – spytała Genowefa siorbiąc (...).<br />Znów nie utrafiła z pytaniem. (...)<br />– Tatą jest pewien człowiek niegodny tego miana – oświadczyła wreszcie pani Gabriela (...) – Obecnie znajduje się on w Australii (...), bo tam można zarobić dolary na samochód. A tu nie można.<br />– Nic nie rozumiem – oświadczyła Genowefa (...). – To na niego czeka ten talerz? – pytała wytrwale. Znów cisza.<br />– O, nie – powiedziała zajadle pani Gabrysia. – Nie na niego. Janusz Pyziak zresztą i tak tu nie wróci.<br />Siwa pani usadziła dziecko na swoich kolanach i spojrzała na Genowefę błękitnymi oczami, które teraz były całkiem smutne.<br />– Talerz czeka na mojego męża – wyjaśniła równym głosem. – Na ojca tych tu czterech panien.<br />– On też jest na końcu świata? – spytała Genowefa z właściwym sobie taktem.<br />– A, nie. Nie. On jest w Polsce. Jak zawsze – odparła siwa pani tak cicho, że ledwie ją było słychać.
** Opis: ze względu na [[cenzura|cenzurę]] (książka powstała w 1983 roku) autorka nie mogła wprost napisać, że Ignacy Borejko został internowany.
** Źródło: 51, 52
** Zobacz też: [[Róża Pyziak|Pyzunia]]
 
* – Zauważyłaś, że do niej [nienawiści] zmuszać się wcale nie trzeba? (...) Czy to by znaczyło, że nienawidzić jest łatwiej niż kochać i wybaczać?<br />– No, jasne. Zło jest łatwiejsze.
** Opis: rozmowa Jacka i Kreski.
** Źródło: s. 149, 150
 
* – Zostań, Eugeniuszu, bardzo cię proszę – z naciskiem powie działa Ewa. – Zostań w domu i czekaj na moje dziecko.<br /> – O, nie, chwileczkę – zaoponował pan Jedwabiński. – Idę z tobą. Ostatecznie, to także i moje dziecko.<br /> – Jakoś rzadko o tym pamiętasz! – wybuchnęła Ewa. – Zazwyczaj całkiem cię ona nie obchodzi! Biedna mała! Traktujesz ja jak zabawkę, jak...jak… jak tresowaną małpkę! Potrzebna ci jest tylko po to, żeby deklamowała wierszyki, kiedy przyjdzie twój dyrektor!<br /> – A tobie nie jest potrzebna wcale! Nawet do wierszyków! – wrzasnął rozżalony małżonek. – Obcym ją oddajesz, bo ci przeszkadza! Całymi dniami nie ma jej w domu! Co to za dom zresztą! To nie dom, tylko wystawa mebli! Nic dziwnego, że dziecko wolało uciec! Ja też co dzień uciekam!
 
** Źródło: s. 202, 203
 
** Źródło: s. 76
 
* (...) jednoznaczne odpowiedzi są zazwyczaj o wiele mniej frapujące niż wieloznaczne milczenie, poparte nieznacznym uśmiechem i dwuznacznym spojrzeniem z ukosa. To tak jak z pomarańczami: pół pomarańczy smakuje o wiele lepiej niż cała pomarańcza, nie mówiąc już o dwóch.
** Źródło: s. 41
** Zobacz też: [[milczenie]], [[odpowiedź]]
 
* Jeżeli by kto kiedykolwiek uważał, że jest sam na świecie – to dałby tym niewątpliwy dowód braku wyobraźni.<br />Nikt z nas nie jest sam.<br />Ludzie oddziałują na siebie nawzajem, jakby byli połączeni kręgami tajemniczej energii – a przez każdego z nas przechodzi przynajmniej kilka takich kręgów.<br />Dzięki temu wszystko, co czynimy, każde nasze uzewnętrznione uczucie, a może i myśli – nawet te, którym nie dajemy wyrazu – zyskują nieskończony rezonans.<br />Każdy z nas, nawet nieświadomie, wpływa na innych i staje się ogniwem łańcucha myśli, uczuć, reakcji i wydarzeń mogących zogromnieć wręcz do procesów historycznych.<br />Tak więc nigdy nie wiesz, czy fakt, żeś dziś rano zachował się podle wobec kolegi (...), nie sprawi, iż w południe następnego dnia kto inny dostanie zawału, za tydzień dojdzie do poważnej scysji rodzinnej w miejscowości położonej na drugim krańcu Polski, a po roku jakiś mąż stanu wyda złą decyzję, mogącą zaważyć nawet na losach świata.<br />Bodźce negatywne bowiem wykazują zdumiewającą żywotność, przypominając w tym wirusy gronkowca złocistego. Jednym złym czynem prowokujemy zło w innych ludziach, a ono – raz wyzwolone – mnoży się już bez końca.<br />Całe szczęście, że z dobrem jest tak samo.<br />Dobry czyn, dobre słowo czy myśl powodują pozytywną reakcję w coraz to nowych osobach i mogą przenosić swój ładunek dalej i dalej – rosnąć w postępie geometrycznym i pomnażać zasób Dobra we Wszechświecie.<br />Wystarczy to sobie uprzytomnić, by poczuć ciężar tej odpowiedzialności.<br />Bo przecież naprawdę nikt z nas nie jest sam.
** Źródło: s. 219
** Zobacz też: [[samotność]]
 
* Każdy chyba uczynił choć raz w życiu coś, czego się wstydzi i z powodu czego miewa wyrzuty sumienia. (...) wyrzuty te mogą stanowić męczarnię dla duszy lub też być słabym zaledwie świerzbieniem na powierzchni pamięci; zależy to od kalibru owego uczynku, od tego – czy miało miejsce grube świństwo, czy też zaledwie potknięcie towarzyskie. Zależy także od kalibru, stylu i klasy człowieka. Jeden skręca się ze wstydu przez długie lata, bo zdarzyło mu się plotkować o osobie, której obecności nie był świadomy. Kto inny (...) skrzywdzi lub poniży bliźniego, oszuka go, pobije lub zabije – i nie będzie miał z tego powodu żadnych niepokojów, prócz może jednego, czy się jednak na nim ktoś kiedyś nie zemści. Różnie bywa. (...) przykłady można by mnożyć. Wniosek z nich jednak zawsze ten sam: mało kto może sobie powiedzieć „jestem w porządku”.
** Źródło: s. 29
** Zobacz też: [[sumienie]]
** Źródło: s. 55
 
* Lubiła [Genowefa] zadawać pytania. Już dawno (...) odkryła, że ilekroć o coś spyta, otrzymuje jakąś odpowiedź. Uznała, że jest to bardzo sposób poznawania (...) świata.
** Źródło: s. 51
 
* Maciek zatrzymał się, postać ludzka też się zatrzymała i podniósłszy zaśnieżone rzęsy, ukazała w ich białej oprawie chłodne jak źródło, jasne oczy o przejrzystych tęczówkach i tajemniczym wejrzeniu. Oczy te lśniły w twarzy zaróżowionej od mrozu, dość nijakiej (...), ale harmonijnej. Natomiast położone poniżej usta były całkowicie niezwykłe. Mianowicie miały taki wyraz, jakby ich właścicielka bezustannie gotowała się do całowania.<br />W Maćka jakby grom strzelił.<br />(...) stał w miejscu i patrzał w przejrzyste oczy, a one sygnalizowały mu takie mnóstwo różności, że biedaczysko doznawał niemal zawrotu głowy. Po raz pierwszy bowiem oczy dziewczęce mówiły mu z tak bliska i tak bez ogródek, że jest przystojny, wspaniały i męski, i bardzo-bardzo interesujący, i że kto wie...wie… kto wie...wie…
** Źródło: s. 20
 
* Matylda dbała o to, by wciąż mieć na twarzy uśmiech Giocondy, co było bez wątpienia zajęciem absorbującym (...).
** Źródło: s. 41
** Zobacz też: [[Mona Lisa|La Gioconda]]
** Zobacz też: [[pocałunek]]
 
* Na zastępstwo przyszedł młody i wesoły praktykant – student matematyki. Miał wąsa jak elektryk i bujną czuprynę (...).<br />(...) dziewczyny z Ib gapiły się na niego pozorując zainteresowanie nauką, lecz on przez bitą godzinę opowiadał kawały o aktualnym wydźwięku. Co do matematyki nie napomykał o niej przesadnie często. Zadał tylko do domu parę potężnych ćwiczeń i uspokoiwszy w ten sposób sumienie, dołożył jeszcze kawał o ślepym i kulawym.
** Opis: elektryk to aluzja do [[Lech Wałęsa|Lecha Wałęsy]].
** Źródło: s. 114
** Zobacz też: [[urok]]
 
* Tak widzisz, jaki jesteś (...).
** Źródło: s. 86
 
* (...) uspokajanie sumienia przy pomocy porównań, choćby skuteczne, bywa zwodnicze (gdyż prawdą może być tylko prawda, nic innego). Praktyka ta przypomina okrywanie słonia kołderką: prędzej czy później, mniej lub bardziej drastycznie, coś jednak spod niej wychynie.
** Źródło: s. 30
 
* (...) [Genowefa] uśmiechała się do Kreski, na przemian znacząco i abstrakcyjnie.
** Źródło: s. 41
** Zobacz też: [[abstrakcja]]
 
* „W czasie przerwy pchnąłem koleżankę na gablotkę z gazetką. Zanalizuję motywy mego postępowania” – brzmiał temat ćwiczenia z autoanalizy, zadanego ostatnio uczniowi Lelujce. Niestety, klasa Ib nadal nie dorastała do stawianych jej wymagań. DALEKO POSUNIĘTY INFANTYLIZM – notowała pani Jedwabińska (...), zapisując też z niechęcią bliską zgrozy odpowiedź (...) ucznia (...): „Nic nie mam do gablotki, a już zwłaszcza do gazetki. Ale czemu ta Baśka tak kuprem rzuca?” Pamiętała do dziś ten ryk śmiechu, jaki wywołała w klasie, odczytując odpowiedź Lelujki. Pamiętała też swoje uczucie bezradnego zdumienia, bliskie szoku: spodziewała się po klasie całkowicie różnej reakcji – oburzenia, potępienia lub choćby zdystansowania się od Lelujki – a tu coś takiego!
** Źródło: s. 88
 
* W dzieciństwie Matylda była zgoła nieinteresującym, przejedzonym słodyczami grubasem o apatycznej twarzyczce i tkniętych próchnicą zębach. Koledzy w szkole z upodobaniem nękali ją przezwiskami, wśród których „Szczerbol” było zdecydowanie najelegantszym. Lata spędzone w uczelni stopnia podstawowego upłynęły Matyldzie na bezsilnym łkaniu w poduszkę (...). Teraz brała za to swój odwet. Wypracowana jej aparycja i nienaganne odzienie, skąpy uśmieszek i modulowany głos oraz usta ułożone w kuszący dziobek czyniły (...) piorunujące wrażenie nawet na niegdysiejszych prześladowcach. Matylda wykorzystywała to z rozmachem i bez większych skrupułów.
** Źródło: s. 30
 
* W osiemnastym roku życia Maciek wyrósł bujnie a nagle. Kiedy patrzał na swoje ręce, zdumiewało go, że są takie długie, a to samo dotyczyło nóg, które (...) były jeszcze dłuższe. Maciej Ogorzałka – romantyk o charakterze eksplozywnym i dość znacznie rozbudowanej ambicji – uważał, że niestety cholerny los skarał go tym wzrostem, że wygląda jak Alicja w krainie czarów po zjedzeniu wiadomego ciasteczka i że jest teraz, krótko mówiąc, dziwacznie nieproporcjonalny. Nie był. Sylwetkę miał, że daj Boże każdemu, a do tego twarz Kmicica, nos orli, uśmiech ujmujący, a wejrzenie uczciwe i śmiałe. Co zaś do jego sposobu bycia cechował się on nieco przesadną powagą i godnością, którymi Maciek starannie rekompensował swe wyimaginowane defekty.
** Opis: charakterystyka Maćka.
** Źródło: s. 7
128 610

edycji