Ratunku, jestem rybką!

Ratunku, jestem rybką! (duń. Hjælp, jeg er en fisk) – irlandzko-niemiecko-duński film animowany w reżyserii Stefana Fjeldmarka i Michaela Hegnera. Scenariusz napisali Stefan Fjeldmark, Karsten Kiilerich i John Stefan Olsen.

Wypowiedzi postaciEdytuj

FlyEdytuj

  • Idę na ryby!
    • Opis: początkowa kwestia Fly'a, gdy ten ruszał na łowienie ryb.
  • Chcę zainstalować Kosmicznego Pożeracza.
    • Opis: gdy zapytał Chucka o wykasowanie niezbyt interesującego programu z komputera.

JoeEdytuj

  • W krąg była tylko cisza, głęboka, gęsta czerń i bez dna. (pada promień oślepiającego światła) I nagle rozjaśniła mrok złocista smuga dnia. (zjawia się) Światła snop w noc wystrzelił, bo Stwórca dał znak. Przyszła nowa era! I tak powstał świat.
    • Opis: zapowiedź do piosenki Joe'go Inteligencja.
  • Witam, witam, witam. Wybiła godzina naszego spotkania.
    • Opis: spotykając Fly'a, Chucka, Stellę i Sashę, po wystraszeniu ośmiornicy.
  • Zakończenie należy do mnie.
    • Opis: gdy Chuck próbuje zdobyć antidotum, Joe bierze go, obraca go jak bąkiem, Chuck krzyczy.

DialogiEdytuj

Fly: Jakaś fajna gra, Einsteinie?
Chuck: Nie gra. Obliczam długość molekuły DNA, kuzynie.
Fly: Stój! (popycha Chucka z taboretem) Masz ten nowy model! (bierze laptopa i chodzi z nim po pokoju) Podobno działa jak strzała!
Chuck: Oddawaj to! (goni Fly'a, próbując odzyskać laptopa)
Fly: Ale ma ekstra procesor!
Chuck: Oddawaj mi!
Fly: No co? Nie pozwolisz mi chwilę postukać?
Chuck: Nie! Nie pozwolę! (ciągnie za bluzę Fly'a) Nie! Tylko nie naciskaj na ESC!
Fly: Bo co? (wciska ESC i na ekranie wyświetla się Blue Screen) Ojej! Nacisnąłem! Co się stało?

Ciotka Anna: Jaś otworzył drzwi, ostrożnie zajrzał do środka i krzyknął...
Stella: Czytaj szybciej, bo inaczej zaśniesz!

Chuck: Całe szczęście, że mam to na dyskietce! (do Fly'a) Masz pojęcie, co by się stało, gdybym stracił...
Fly: A co takiego miało by się stać?
Stella: Cześć, Fly!
Fly: Czy to nie pora spania?
Stella: Ciocia śpi w moim łóżku!
Fly: Extra! To ja wychodzę! (do Chucka) Ej, Chuck! Dokąd idziesz?
Chuck: Obudzić mamę.
Fly: Nie zrobisz tego! (zabiera Chuckowi dyskietkę)
Chuck: Ej! Oddawaj!
Fly: Wiesz, gdzie pójdziemy?
Chuck: Ja nigdzie nie idę. DAWAJ DYSKIETKĘ!
Fly: (bierze deskorolkę) Pójdziesz ze mną na ryby.
Chuck: Nawet na to nie licz!
Fly: Założę się, że pójdziesz! (gryzie dyskietkę)
Chuck: Nie rób tego!

Joe: (do Rekina i Kraba) Durnie! Gamonie! Nie nadajecie się nawet na sushi! A więc dokonasz aktu egzekucji!
Rekin: To znaczy?
Joe: Masz pożreć tego bezużytecznego kraba, a jak z nim skończysz, pożryj siebie!
Rekin chce zjeść kraba, potem warczy na Joe'go.
Joe: (uświadamiając swój błąd) E, znaczy, wycofuję to... Spokojnie, spokojnie. W cywilizowanym świecie nie zjadamy siebie. (wskazuje inną rybę) Ty!
Labraks: Ja?
Joe: Tak, ty. Za długą i wierną służbę dla mnie mianuję cię głównym egzekutorem!
Labraks O! Dziękuję, panie! Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki... (zostaje pożarty przez Rekina)
Joe: Można to nazwać... szczęśliwym zakończeniem. Wielcy przywódcy znani są ze swej łaskawości. Rekinie, niniejszym mianuję cię dowódcą grupy szturmowej!
Rekin: (głośno) Formuj szyk!
Joe: Bierz swoją armię i sprowadź mi te 3 nieznośne stwory! Wykonać!

Fly: (śpiewając) Uwierzyłem w twoją pieśń...
Joe: Ktoś ty?
Fly: (śpiewając) Chcę z tobą ruszyć w świat!
Joe: Cóż za przemiły szkrab!
Fly: (odebrał Joe'owi butelkę, śpiewając) Butelkę mogę nieść...
Joe: (próbując odebrać Fly'owi butelkę) Nie, nie, nie, sam sobie poradzę!
Fly: Ale ja dobrze jej przypilnuję!
Joe: (próbując odebrać Fly'owi butelkę) Ta butelka zostanie u mnie!
Fly: To daj mi łyczek!
Chuck: Nie pij tego! Jesteśmy na dnie morza! Utoniesz!
Joe: Aresztować ich! (Rekin bierze Fly'a, Chucka, Stellę i Sashę do pyska)

Lisa: (rozmawiając przez telefon) Nie, jeszcze nie wrócili, ale... później? Nie, nie, ja rozumiem, że macie inne sprawy, ale nie mogliście...
Bill podchodzi do telefonu.
Bill: Pozwól, że ja...
Anna: (wyrywając Lisie telefon) Daj mi go! Halo? Teraz proszę mnie posłuchać, panie ważny policjancie!
Bill: Anno, proszę...
Anna: Uczciwie płacę na was podatki...
Bill: Czekaj...
Anna: ...i mam prawo wywalić cię na bruk!
Bill: Daj mi telefon!
Anna: Nie teraz! Ktoś musi się zająć wyciąganiem dzieci z kłopotów, w które wpakował je twój synalek!
Bill: Mój syn nie jest gorszy niż...!
Anna: Nie kłóćmy się teraz! Proszę do nas przysłać najlepszych funkcjonariuszy... (potyka się o żyłkę leżącą na podłodze, z wściekłością kopie ją w kierunku Lisy i Billa) Słuchaj pan... Nie, to pan mnie będzie słuchał! Jeśli pańscy ludzie nie znajdą mojego Charlesa, to ostrzegam... co?! Do widzenia?! Co to znaczy do widzenia?! Halo? Halo! (ze złością ciśnie telefonem) Durnie!

Bill rozgląda się wokół na molo. Za nim podążają Lisa z Anną. Powoli przemierzają most, stare deski skrzypią.
Do końca molo profesor przycumuje, lecz jego łódka topi się, profesor musi się wspiąć na pomost, ledwo stoi na nogach.
Bill: Przepraszam pana. Czy nie widział pan dwóch chłopców i małej dziewczynki?
Profesor H.O. McKrill: Dzieci, tak? Tak, dzieci! Nie, nie, nie ma dzieci, są ryby...
Bill: Proszę zaczekać...
Profesor H.O. McKril': ...a może i rozgwiazda...
Bill: Co takiego?
Anna dogania profesora na schodach prowadzących do jego laboratorium.
Profesor H.O. McKrill: Szukać ryb!
Anna widzi profesora ponownie, gdy ten pchał wannę napełnioną rupieciami.
Profesor H.O. McKrill: Gdzie mój sprzęt...?
Anna: Ty! Gdzie jest mój Charles?!
Profesor H.O. McKrill: Charles... Chuck, tak? (Anna chwyta go za kołnierz i mierzy na niego pięścią)
Anna: Gadaj, bo ci te słowa wydrę z gardła!
Bill: (rozdzielając Annę i profesora) Uspokój się, Anno. Jeśli go udusisz, nie powie nam, gdzie są nasze dzieci. (do profesora) A więc, słucham. Gdzie nasze dzieci?!
Profesor H.O. McKrill: One... one są zmienione... w ryby...
Bill: Nie mam ochoty na żarty! Gdzie są nasze dzieci?!
Profesor H.O. McKrill: Ale... to prawda!
Bill: Co z nimi zrobiłeś?!
Anna: Za porwanie dzieci grozi wieloletnie więzienie!
Bill: Co zrobiłeś z naszymi dziećmi?!

Joe: No i co? Czy mój mały zwiadowca, Alex-sardynka pociągnął was już za języki? (Fly mocniej przyciska rożek do piersi) Nie znacie przepisu na miksturę? Akurat! Wy po prostu nie chcecie współpracować! (wypija z butelki, rośnie trochę, wykształciły się dłonie z palcami. Zagląda do butelki) O, puste! No cóż... albo dostanę od was dokładkę, albo zginiecie!
Fly: (chwytając rożek jak kij do bejsbola) Rozleję to, jeśli się zbliżysz!
Joe: Nie!
Fly: To odsuń się.
Joe: O, nie, nie. Nie będziesz mi tu rozkazywał.
Fly: Puść Stellę i Chucka. Wtedy się zastanowię!
Chuck: Fly, nie! Nie działaj pochopnie.
Rekin: Na co nam te drobiazgi? Po co nam ta mikstura! I tak jesteśmy mądrzejsi!
Joe: (do Rekina) Przyjacielu. Mój wierny dowódco. Czy nie słyszałeś, co wam mówiłem o planach stworzenia społeczeństwa inteligentnych ryb?
Rekin: (ucieszony) O... A tak! Tak! No jasne! Inteligentne ryby!
Joe: No, właśnie. A w związku z tym... Zwalniam cię, ty bezmyślny, żarłoczny żarłaczu! (do Fly'a) Przyjacielu. Mam wolne stanowisko. Idealne dla ciebie. Dowódcy milionowej armii! Szefa niezliczonej grupy nieinteligentnych stworzeń... (występuje z szeregu Krab)
Krab: Proszę o pozwolenie zabrania głosu! Ośmielam się zauważyć, że tylko krab potrafi utrzymać ryby w dyscyplinie!
Joe: Milczeć! Jeśli będę cię potrzebował, sam cię wezwę!
Krab: (salutuje) Tak jest! Odmeldowuję się! Za twym rozkazem!
Joe: To zadanie przerasta takiego krzykacza jak on. Nie, tu trzeba szczególnego talentu... takiego jak twój. Tylko ty możesz zaopatrywać mnie w miksturę... (Rekin chwyta go za kark)
Rekin: Dosyć tego! Ty obiecałeś mi to stanowisko!
Joe: Nie... nie traktuj tego tak osobiście.
Fly: Albo teraz, albo nigdy! (on, Chuck, Stella i Sasha uciekają)
Rekin: A jak mam to niby traktować?!
Joe: Uciekają!
Rekin: A ty zostajesz.

Fly: (goniąc Joe'go w rurze, gdy ten ucieka z antidotum) Zaczekaj! Zaczekaj! Wracaj, ty głupia rybo!
Joe: Jestem wystarczająco inteligentny, by uciszyć każdego, kto stanie mi na drodze.
Fly: To potrafi każdy głupek! A potrafisz obliczyć pierwiastek z liczby 6561?
Joe: (odwraca się przodem do Fly'a) E... 300 podzielone przez 4, odjąć 3 to jest... e... (odwraca się i pije więcej antidotum, rozwija się większa opuchnięta głowa z wyciekającym mózgiem) Ha! 81!
Fly: A co się dzieje, kiedy obiekt przekracza prędkość światła?
Joe: (pije więcej antidotum, kiełkują się kolce, nogi i ramiona, odrywa płetwy brzuszne) Zamienia się w czystą energię!
Fly: Co było pierwsze: kura czy jajko?
Joe: (pije więcej antidotum i rośnie, pojawiają się włosy, kończyny się wydłużają, przypomina rybę-człowieka) To zależy od równowagi molekuł we wszechświecie!
Fly: A co się stanie, kiedy ryba wypije za dużo antidotum?
Joe: Może... zmienić się... e... W CZŁOWIEKA!
Fly: Czy człowiek może oddychać pod wodą?
Joe: OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! (zdaje sobie sprawę, że nie może dłużej oddychać pod wodą, więc tonie i zostaje wsysany przez rurę)

Chuck: (trzymając małą, pomarańczową kalifornijską latającą rybę) Odezwij się, Fly. Powiedz coś. Nie rób mi tego... (wrzuca rybę do słoika, ta bezwładnie opada na dno)
Lisa zaczyna płakać.
Stella: (podchodząc do Chucka) Fly?
Bill: O nie...
Chuck: (szepcząc) Nie poddawaj się... Zrobię wszystko... żeby cię uratować. (wstaje i podchodzi do profesora) Niech pan zrobi nową miksturę.
Profesor H.O. McKrill: Niestety, ale to nieodwracalne. Przecież ostrzegałem was... (Lisa pada z płaczem w ramiona Billa)
Chuck: Chodzi o czas, tak? Zrobimy wehikuł czasu. Profesorze, cofniemy Fly'a w czasie!
Profesor H.O. McKrill: Tak mi przykro, chłopcze...
Anna: Charles, nie rozumiesz?
Chuck: Nie!
Anna: Za późno już na to...
Chuck: Nie! (rusza biegiem do biurka profesora) Wcale nie jest za późno! Jeśli zastąpi się kwas jakimś alkaloidem... (słoik spada na ziemię i roztrzaskuje się) Fly! (podnosi rybę z ziemi) Nic ci się nie stało?!
Anna: Skarbie...
Chuck: Nie! Zostawcie mnie! (Stella przytula się do nogi Billa) Nie! (Anna próbuje złapać rybę, ale spada na ziemię i słychać chrupnięcie) NIE! NIE!
Fly: Hej! Czy ktoś mógłby mi pomóc? (Chuck rozgląda się po pokoju. Zza sterty kartonów wyłania się ręka w brązowym rękawie. Zjawia się też głowa Fly'a)
Wszyscy: Fly!
Lisa podnosi Fly'a ze sterty i przytula go.
Lisa: Och, ty żyjesz!
Anna: (podnosi rybę z ziemi, czyta) Kalifornijska latająca ryba...
Bill przytula Fly'a, potem na niego radośnie wskakuje Stella, Fly zachwiał się trochę, ale potem ją przytulił. Następnie Fly spojrzał na Chucka. Utykał się na lewą nogę, oparł się o ramię kuzyna.
Fly: Stary, nieźle to wymyśliłeś, wiesz... (ociera ręką o brodę Chucka, zdejmuje z głowy czapkę i zakłada na głowę Chucka. Ten poprawia czapkę i odwzajemnia się Fly'owi, również ocierając dłoń o jego brodę)

Chuck: Stella? Fly?
Fly zaczyna się naigrawać z Chucka.
Fly: Jesteś meduzą! (Stella także zaczyna naigrawać się z Chucka, ten zaczerwienia się)
Chuck: Nie wiem, co was tak śmieszy.
Chuck wpływa w wapienną skałę, z niepokojem szuka czegoś.
Stella: Chuck? A... czego ty szukasz?
Fly: (naigrawając się z Chucka) O rajuśku! Wiesz, co? Teraz mogę nareszcie powiedzieć, że przejrzałem cię na wylot! (śmieje się)
Chuck: (poważnie) Kiedy już przestaniesz się wyśmiewać, to może poszukajmy antidotum.
Fly: (poważniejąc się) Cze... cze... cze... cze... czego? A... antidotum? A niby... dlaczego mamy go szukać? (blokuje Chuckowi drogę) Chuck, co się stało?
Chuck: Był sztorm... i... łódź zatonęła...
Fly: Co?
Chuck: A ja... nie umiem pływać...
Fly: Przecież mogłeś utonąć!
Chuck: Dlatego wypiłem miksturę. Ale... antidotum... jakoś tak... i... t... teraz jestem meduzą...
Stella: Ja bardzo lubię meduzy.
Fly: A co z profesorem?
Chuck: On... też wpadł do wody... i chyba się utopił...
Fly: (przerażając się) Utonął?

Paszcza rekina otwiera się w gabinecie Joe'go.
Joe: Wysadź ich. Zaraz się nimi zajmę.
Rekin wypluwa Fly'a, Chucka, Stellę i Sashę na fotel w kształcie rekiniej paszczy.
Joe: (z małą, czerwoną muszlą w kropki) Przepraszam, już kończę. (mówiąc do muszli) Nie, nie podoba mi się ten posąg! Miał być dużo potężniejszy! (mała czerwona rybka wypływa z muszli i kieruje się do tuby, po pewnym momencie wraca do muszli) Nie mów o trudnościach, wysłałem ci kilkuset robotników! (zatrzaskuje muszlą w biurko, mała czerwona rybka znika) Wybaczcie, że kazałem wam czekać. (słudzy zbliżają się do czwórki i wciskają do pyszczków tabletki) Proszę, to dla was. Wzruszyła mnie wasza chęć współpracy. (popycha butelkę z resztką antidotum w kierunku czwórki) Dziś mało, kto gotów jest do poświęceń, to rzadka cecha, a teraz proszę, byście mi powiedzieli wszystko, co wiecie o tym boskim napoju, a wówczas ujawnię moje zamiary w stosunku do was.
Rekin: Zwłaszcza te dotyczące sosu... (Joe przypadkowo zamknął paszczę Rekinowi płetwą)
Joe: O, przepraszam. Jedną sekundę. Najpierw oni wydadzą nam przepis na miksturę, potem ty podasz mi przepis na nich.
Rekin: O tak! (zbliża się do Fly'a, Chucka, Stelli i Sashy, ci jednak cofają się przed nim) Och, nie wolno straszyć przyszłej potrawy, to znaczy "dzieci są takie słodkie" i pewnie lekko strawne...
Joe: Możesz iść coś przekąsić.
Rekin: Przekąska? Bardzo chętnie! (kieruje się w stronę służących) Mniam, mniam... (słychać trzask łamania kości)
Joe: A więc, nad czym ja skończyłem? A, tak, już wiem - o butelce.
Fly: (wyrywając się z fotela, Rekin blokuje mu drogę) To nasza butelka!
Joe: Spokojnie.
Rekin wypluwa ościami, które lądują obok Chucka, Sashy i Stelli.
Chuck: Ale... ona... ona...
Stella: Ona jest nasza!
Chuck: Bez niej nie powrócimy do dawnej postaci...
Fly: Jesteśmy inni, chwytasz?
Joe: Naturalnie. (obejmuje Fly'a płetwą) Ty jesteś zupełnie inny. Zauważyłem to od pierwszego wejrzenia. Stoi przed tobą wielka szansa, synku. Jeżeli zgodzisz mi się pomóc, to razem możemy dokonać wielkich rzeczy! (poprowadza Fly'a do okna, za którym powstaje wielki, kamienny pomnik) Powiedz mi tylko... tylko powiedz... jak wyprodukować więcej tego magicznego wywaru?
Fly: A... skąd mam to wiedzieć? Profesor utonął, zgubiliśmy butelkę, a tylko on... wiedział! (Joe cmoka) Nie cmokaj, tylko uwierz! Nie będzie żadnego wywaru!
Joe marszczy brwi i pstryka niezadowolony.