Psy (film)

polski film (reż. Władysław Pasikowski; 1992)

Psy – polski film sensacyjny z 1992 roku w reżyserii i ze scenariuszem Władysława Pasikowskiego.

Uwaga: W dalszej części znajdują się słowa powszechnie uznawane za wulgarne!

Wypowiedzi postaci

edytuj
  • Jeszcze nie słyszałem, żeby któremuś z naszych dali pracę. Chyba jako wykidajło.
  • Nawet mi o tym nie mów, kurwa mać! Chemik ma być wolny! Skurwysynu!

Franciszek „Franz” Maurer

edytuj
  • A zdychaj, kogo to obchodzi.
    • Opis: do Chemika.
  • Bień! Jeszcze tu, kurwa, wrócimy! Z Olem!
  • Jezu, ale ty piękna jesteś.
    • Opis: do Angeli.
  • Ktoś się rodzi księdzem, ktoś kurwą, a ktoś inny złodziejem. Czasami ma to dobre strony, bo się można poznać.
  • Nie chce mi się z tobą gadać.
    • Opis: do Angeli – podczas rozmowy telefonicznej jak odeszła do Ola i w czasie widzenia w zakładzie karnym.

Waldemar „Nowy” Morawiec

edytuj
  • Chyba już pójdę, nie? Co tu będę tak sam siedział…
  • Już nikt przez ciebie nie zginie, ubeku pierdolony! Nikt więcej, nikt. Kurwa, nikt! Nikt… Złożę na ciebie raport.
  • My, psy, musimy się trzymać razem. Franz… będę za ciebie robił porządek.
    • Opis: do Franza Maurera.
  • Zrobię porządek z wami wszystkimi.

Inne postaci

edytuj
  • Dzisiaj puszczamy z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość.
    • Postać: Tadeusz Stopczyk
    • Opis: o planowanym paleniu akt.
  • Jak wtedy w Babimoście „Waltera” ubezpieczałem, to też tak wiało.
  • Jestem mechanikiem. Nie muszę być ubolem.
    • Postać: Olgierd Żwirski
    • Opis: do Grossa.
  • Nazywam się major Bień i mam stopień majora. Od wczoraj jesteście moimi podwładnymi, a ja jestem waszym bezpośrednim przełożonym. Teraz jesteście w policji, a nie w ubecji. Wiecie jaka jest różnica? W ubecji nic się nie robiło i brało się za to duże pieniądze, a w policji trzeba będzie harować non-stop i nie będzie za to żadnych kokosów. Nikt nie będzie tu miał trzydziestu nagan, bo po drugiej wyleci na zbity pysk i teść generał nie pomoże.
    • Postać: mjr Bień
  • OK, najadłam się. Teraz możesz mnie przelecieć… No co jest? Nie chcesz mnie? Ty chyba nie odwieziesz mnie z powrotem?
    • Postać: Angela

Dialogi

edytuj
Franz: A kto umarł, ten nie żyje.
Olo: Franz, nie wygłupiaj się, przecież jesteśmy przyjaciółmi, znamy się prawie 20 lat. Co ty myślisz, że to ja strzelałem? To nie ja, to ten świr, ja tylko wykonałem wyrok na skurwysynie. Błagam cię, Franz, uspokój się. Przecież sam mówiłeś, że trzeba robić porządek, no? Myślisz, że ja zdradziłem? Ja nikogo nie zdradziłem, ciebie nie zdradziłem, Franz. Przecież parę razy chcieli cię stuknąć, nie pozwoliłem im. Franz, na co miałem czekać? Robiłem to samo co ty, na sądy miałem czekać? Skoczyłem do gardła skurwysynom!
Franz: Pierdolisz.
Olo: Nie, przysięgam ci, mówię prawdę, Franz.
Franz: Pierdolisz moją kobietę.
Olo: Dlaczego?
Franz: W imię zasad, skurwysynu. (Strzela).

Gross: A ta mała to kto?
Olo: Nikt... Kurewka taka.

Baranowski: Byłyby jaja gdyby bambus nie znał niemieckiego…
Drugi człowiek Grossa: Niech się bambus języka uczy, kurwa, niech się uczy!
  • Opis: przesłuchanie łącznika Stasi w worku.

Franz: Cześć.
Angela: Zrobiłam kolację. Polędwicę, ale chyba wszystko już wystygło.
Franz: Przepraszam, piłem z kolegami, przenieśli nas do kryminalnej, bez Ola.
Angela: To źle?
Franz: No, tylko dla Ola… Do szkoły trzeba by cię posłać.
Angela: Znów mnie wszyscy będą pierdolić.
Franz: No, to jest argument przeciwko szkole.
Angela: Zazdrosny jesteś.
Franz: Spadaj…

Niemiec: Czy mogę skończyć śniadanie? Pan jest z policji, prawda?
Gross: A pan ze Stasi.
Niemiec: Pan bierze mnie za kogoś innego.
Gross: Chciał się pan spotkać z braćmi Słaby. Z Wielkim Marianem i Zenonem. Żeby przedstawić im nowego łącznika. Poprzedni został przecież zgładzony. Między nami mówiąc nowemu przydarzy się to samo. Proszę o spokój.
Niemiec: Ta prowokacja zaczyna mnie z wolna nudzić panie oficerze.
Gross: Bracia Słaby przygotowali dla pana 25 kilo amfetaminy. Pan straci ten towar, łącznika i pieniądze. 200000 marek. Prawda?
Niemiec: A pański kolega? Nie powie nam nic wesołego?
Wspólnik Grossa: Deutschland, Deutschland über alles!

Wencel: Czy pan był świadkiem zajścia, kiedy to porucznik Żwirski użył broni palnej przeciwko jednemu z nowych oficerów na wysypisku miejskim?
Franz: Nic mi o tym nie wiadomo. Spytajcie Ola, on będzie wiedział najlepiej, kogo ostatnio zabił.
Wencel: Pan mi nie udziela rad! To pan stoi przed komisją, a nie ja.
Franz: Czasy się zmieniają, ale pan zawsze jest w komisjach.
Kobieta z komisji: Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego, odnowionej, demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej?
Franz: Bezapelacyjnie, do samego końca. Mojego lub jej.

Kazek: Ja chcę do biura… Ja dobrze piszę na maszynie… Ja chcę, kurwa, do biura… Ja się przydam… Ja znam wszystkie drukarnie, przejścia na granicy, kurierów… Ja znam całą opozycję…
Franz: Już nie ma opozycji! Teraz to, kurwa, twoi zwierzchnicy!

Angela: Jak ci się podoba moje siedemnastoletnie ciało?
Franz: Ty stara dupa jesteś.
Angela: Dlaczego ona cię zostawiła?
Franz: Moja żona? Bo to suka była, mówiłem ci.
Angela: Nie wiem, za co cię lubię, chyba za uśmiech. Uśmiechnij się.
Franz: Co jest? Koncert życzeń?
Angela: Proszę.
Franz: Nie chcę.
Angela: Nigdy cię nie zostawię.
Franz: (Śmieje się).

Kobieta z komisji: Jesteście ze schroniska dla zwierząt?
Wawro: No, pensjonariuszami.

Stopczyk: Komisję mi skurwysyny przysłali, budowlaną. Dom na działce będą mi rozbierać, czy aby na pewno z materiałów odpadowych. Faktur chcą. A kto, kurwa, tyle lat faktury trzyma?!
Olo: Wczoraj mówiłeś, że masz.
Stopczyk: Olo, ty się, kurwa, ode mnie odpierdol!
Franz: Wasze zdrowie.
Kazek: A w Łodzi ta pieprzona komisja wywaliła tylko 20 procent stanu.
Stopczyk: Za to w Krakowie, kurwa, 70.
Dziadek: Zawsze mówiłem, że trzeba ich było do lasu, póki jeszcze czas, a nie.
Franz: Tak jest. Kompanie zwartych oddziałów, trochę piachu i dużo worków. (Je kotleta). Przecież to się nie da jeść.
Olo (wącha): Kotlet z psa, trzeciej kategorii, pomielone razem z budą.
Kaniewski: Suką.
Wawro: Wszystkich nie wyrzucą, policję polityczną muszą mieć, czy jak tamta kurwa będzie się nazywać. No co? Jezuitów zatrudnią?
Jerzyk: Policję polityczną to oni między sobą wybiorą. Nas co najwyżej na stójkowych wezmą.
Dziadek: Żeby choć stójkowych. Wam to dobrze, wy młodzi jesteście. A ja co, na bruk? A gdzie ja teraz robotę znajdę, jak tylko przesłuchiwać umiem?
Franz: W Polskich Nagraniach, idź tam, Dziadek, na łowcę talentów.
Stopczyk: No, kończcie flaszkę i do domu. W nocy ognisko.
Olo: Dużo tego?
Stopczyk: No, ze trzy ciężarówki.
Nowy: Panie kapitanie, podporucznik Morawiec Waldemar, ze szkoły w Szczytnie…
Stopczyk: Dobra, dobra. Kwity jakieś masz?
Nowy: Tak jest.
Stopczyk: Cieszę się, że pan do nas przyszedł i tak dalej, chociaż…
Stopczyk: Waldziu, ludzi to ja mam pełno. Najlepszych. Ale roboty, widzisz, żadnej.
Dziadek: No i na co ci to, chłopie? Interes jakiś załóż, no. Ten jakiś sklep z bronią.
Kazek: Albo sex shop.
Kaniewski: Jego teść to był dyktator i menda!
Stopczyk: No zróbcie coś z nim, kurwa! (do Nowego) Witamy w mafii. Franz, piłeś najmniej, pójdziesz ze mną do szefa. A reszta spać, żebyście mi w nocy nie marudzili.
Olo: Kaniewski! Wstawać! Policja!
Wawro: Polityczna!
Stopczyk: Dzisiaj puszczamy z dymem całą naszą pieprzoną przeszłość.
Olo (śpiewa): Na drzwiach ponieśli…
Franz, Olo, Kazek, Jerzyk, Dziadek i Wawro (Niosąc Kaniewskiego, śpiewają): Na drzwiach ponieśli go Świętojańską, na przeciw glinom, na przeciw tankom, myśmy tam stali, dzielnie rzucali, Janek Wiśniewski padł!
Dziadek: Cztery!
Franz, Olo, Kazek, Jerzyk, Dziadek i Wawro: Janek Wiśniewski padł!
Dziadek i Kazek: Cztery!
Franz, Olo, Kazek, Jerzyk, Dziadek i Wawro: Janek Wiśniewski padł!

Franz: Kurwa, kim jesteś?
Prostytutka: Kurwą, a wy?

Franz: Masz jakiś dom, rodzinę?
Angela: Mówią, że mam ojca księdza. A ty?
Franz: Żonę mam, w Ameryce. Zostawiła mnie.
Angela: Głupia cipa.
Franz: Zabrała mojego syna. Mam jeszcze brata w Auckland, w Nowej Zelandii.
Angela: To co tu robisz?
Franz: Pytasz o brata czy żonę?
Angela: O synka.
Franz: Porządek tu robię.
Angela: Fajny masz ten samochód.
Franz: Żony.
Angela: No ja myślę, że nie z pensji psa. Co ci jeszcze zostawiła?
Franz: Nic. Wszystko mi zabrała.
Angela: Dlaczego odeszła?
Franz: Normalnie, bo to zła kobieta była.
Angela: A ty jesteś bez winy.
Franz: Ja jestem święty.

Franz (przez telefon): Myślę, że jesteś niezła dupa i chcesz mnie bardzo. Przyznaj się.
Kobieta: Proszę przestać, bo wezwę policję.
Franz: To ja jestem policja! Halo. Halo!

Barański: Myślisz, że nie kłamał?
Gross: Z akumulatorem na jajach jeszcze nikt nie kłamał.

Gross: Mam pracę dla ciebie.
Olo: Jaką?
Gross: Za ile nie pytasz?
Olo: Jak mi powiesz jaką, to ja ci powiem za ile.
Gross: Posiedzimy rok na bezrobociu to inaczej będziemy gadać.

Gross: Na pohybel czarnym.
Olo: Na pohybel. Czarnym i czerwonym.
Gross: Na pohybel wszystkim. To jest ładny toast, co?
Olo: Za to z tobą wypiję.

Walenda: Panowie się znają, nie muszę przedstawiać.
Rutecki: Tak, podawali swoje nazwisko kapitanowi Stopczykowi jedenaście razy w ciągu ostatnich piętnastu lat.
Walenda: Stopczyk, co wy tam palicie?
Stopczyk: Ja? Radomskie, ale jak pan major woli, to Franz ma camele.
Walenda: Co ty mi pierdolisz za uszami, Stopczyk? Na wysypisku co palicie po nocach?
Stopczyk: A, takie tam szpargały… Budynek idzie do służby zdrowia, nie, no to się pali takie faktury za odzież, za środki czystości, za materiały biurowe. Ja wiem, że to powinno iść na makulaturę, ale kto to teraz skupuje, nie? Ja panu powiem panie majorze, to była tajemnica.
Walenda: Wy wyżej wała nie podskoczycie, to nie róbcie sobie jaj. Panowie mówią, że akta palicie.
Stopczyk: Jakie akta?
Rutecki: Panie majorze, czy pan chce nas przekonać tą farsą? Jaromił…
Jaromił: Waldek, powiedz panom, o czym mówili na dole. (wchodzi Nowy)
Nowy: Kapitan Stopczyk wraz z obecnymi tu oficerami, umówili się kwadrans temu podczas libacji alkoholowej w stołówce firmy na palenie akt operacyjnych, dzisiejszej nocy, w miejscu mi nieznanym.
Walenda: Co wy na to, Stopczyk?
Stopczyk: Nie wierzę.
Walenda: Ja też nie… Co odpowiecie na ten zarzut?
Franz: Olo, czujesz?
Olo: Tak, ale to nie gówno, to padlina. Jak taki zaczyna od kapowania, to na czym skończy?
Franz: Na Powązkach.
Rutecki: Wie pan co, i to jest, kurwa, skandal!
Jaromił: Oburzające. To jest groźba pozbawienia życia! Domagam się natychmiastowego zawieszenia tych oficerów w czynnościach służbowych!
Rutecki: Leżysz pan i robisz pod siebie.

Olo: Piękny sprzęt, Waldziu. Co to, od firmy dostałeś?
Nowy: Nie, od kolegi. Pożyczyłem, bo co?
Olo: Od kolegi… To ty masz kolegów?
Nowy: Mam. Ty… ty… Uważaj, bo drogi.
Olo: Drogi? (Olo wyrzuca Nowemu aparat w krzaki)
Nowy: Jezus, Jezus, Jezus Maria, ty, ty kurwa, ty, co ty, ty, kompletnie ci odbiło? Jezus, wy wszyscy jesteście pojebani! Was nie można sądzić, was… was trzeba leczyć! Aparat mi wyrzucił, kurwa… (Olo zrzuca Nowego z górki i łapie za kark)
Olo: Co ty, kurwa, gnoju myślisz?! Że to są żarty, że to jest jakaś gówniana gra o stołki?! Co?! Tu wale idzie o życie, rozumiesz?! Ile ty masz lat?! Co! Co ty chcesz zrobić?! Co chcesz zrobić?! Zagazować 50 tysięcy agentów i informatorów, tak?! O to ci chodzi?! Krwi ci potrzeba gnoju jeden! Tak?! Jak dorośniesz, to zrozumiesz, że polityka to nie jest Dziennik telewizyjny! Polityka to jesteśmy my, tu, na tym wysypisku śmieci! Albo stąd uda nam się wyjść, albo zostaniemy tu na zawsze, palancie. Rozumiesz?!
Nowy: Oszalałeś?
Olo: Rozumiesz?! Rozumiesz, kurwo, czy nie?! (Olo strzela w powietrze, strasząc Nowego; zbiegają się ubecy).
Kazek: Spudłowałeś z takiej odległości?
Olo: (do Nowego) Rozumiesz?
Franz: Co się tak, kurwa, patrzysz, nas tu nie ma.
Nowy: Chyba już pójdę, nie? Co tu będę tak sam siedział…

Franz: (daje leżącemu w szpitalu Nowemu kasetę) Prezent.
Nowy: Dzięki. Ale i tak nie mam magnetofonu.
Franz: Nic pilnego, jak wyjdziesz, to posłuchasz.
Nowy: Przykro mi, że straciłeś pracę, wiesz?
Franz: No, wiem. Dzięki, że wróciłeś wtedy…
Nowy: My psy, musimy się trzymać razem. Franz… Będę za ciebie robił porządek.
Franz: Wiem. Mnie zamieć na oddzielną stertę.

Wencel: Przed komisją weryfikacyjną staje porucznik Franciszek Maurer, lat 37, żonaty, jedno dziecko. Studia prawnicze w Krakowie, ukończone w siedemdziesiątym ósmym roku z wyróżnieniem. W tym samym roku podejmuje pracę w resorcie. W roku osiemdziesiątym żeni się z Mileną Kurzepą, córką ówczesnego wiceministra spraw wewnętrznych. Natychmiastowy awans w grudniu osiemdziesiątego roku. 31 nagan, 18 pochwał, dwie na wniosek ministra spraw wewnętrznych Rosyjskiej Republiki Federacyjnej. Trzykrotnie cofnięte dyscyplinarne zwolnienie ze służby, szczegółów brak. Panie Maurer, co pan zrobił w sprawie kapitana Nowakowskiego usiłującego w ’80 roku założyć wolne związki zawodowe w resorcie?
Franz: Odstrzeliłem mu łeb, z mausera 7,8 mm.
Wencel: Może pan to wyjaśnić?
Franz: Nowakowski zabił żonę i uprowadził córkę na dach, grożąc, że ją zrzuci, jeśli nie spełnią jego żądań.
Rutecki: Jakich żądań?
Franz: Rejestracji wolnych związków zawodowych i 2200 podwyżki.
Wencel: No i co?
Franz: I wszedłem na komin elektrociepłowni i strzeliłem mu w łeb. Co tu jeszcze wyjaśniać.
Wencel: Dali panu za to medal.
Franz: Komuś się spodobało, że jednym strzałem z 220 metrów trafiłem faceta w skroń, to mnie awansowali i zaczęli zapraszać na polowania.
Rutecki: Czy znał pan wcześniej kapitana Nowakowskiego?
Franz: Studiowaliśmy razem prawo. Witek… Kapitan Nowakowski był moim… kolegą moim był.

Nowy: Ty, Franz, słuchaj…
Franz: Dobra, jak ktoś się ruszy z giwerą, to zabij.
Nowy: Ale jeszcze nigdy do nikogo nie strzelałem.
Franz: Kurwa żeż twoja mać, masz zabić każdego uzbrojonego skurwysyna, zanim on mnie zabije, rozumiesz?
Nowy: Dobra…


O filmie

edytuj
Czarek: Tylko strzelają i przeklinają! Potem młodzież to ogląda! I też przeklina! (…)
Arnie: A co robią te psy?
Stępień: Słyszałeś – przeklinają.

Zobacz też

edytuj