Miasto Boga (port. Cidade de Deus) – dramat produkcji francusko-brazylijskiej z 2002 roku w reżyserii Fernando Meirellesa.

Kapiszon

  • Angelica. Miałem na jej punkcie świra. Oprócz tego, że ładna, była jedyną laską w paczce, która się pieprzyła. Strasznie chciałem stracić z nią dziewictwo.
  • Bandyta ma broń, ale nie umie strzelać. Każdy strzał Kurczaka wart był dziesięciu oddanych przez bandę Małego. A tego brzydal nie mógł znieść. Postanowił przeprowadzić kontratak. Życie w dzielnicy było jak czyściec. Stało się piekłem.
  • Bene był najfajniejszym bandytą w Mieście Boga. Rozdawał trawę, stawiał piwko. Mały Ze był jego przeciwieństwem, ciągle pracował. Myślał tylko o tym, żeby zostać Panem dzielnicy.
  • Bene był zbyt fajny, żeby zostać bandytą na zawsze. Był tak fajny, że na pożegnalnej imprezie zebrał wszystkich… bandytów… soulowców… wspólnoty religijne… towarzystwo od samby… luzaków… i Małego Ze, który nigdy w życiu nie tańczył.
  • Dziennikarze chyba nie potrafią się rżnąć.
  • Handel narkotykami to interes, jak każdy inny. Dostawca dostarcza towar… a na mecie przygotowuje się działki. Działki szykuje się na linii montażowej. Nudne jak wkręcanie śrubek. Trawę pakuje się w listki. Kokainę pakuje się w papierki. A potem w paczuszki po dziesięć, albo po sto. W handlu jest nawet plan kariery. Gówniarze zaczynają pracę jako gońcy. Dostają niezłą kasę za dostarczanie napojów, wiadomości… Potem zostają zwiadowcami. Kiedy zjawia się policja, ściągają latawiec i wszyscy spływają. Po zwiadowcy, koleś zostaje dealerem, „parą”. Jak się robi gorąco, „para” szybko wyparowywuje. Następnym stanowiskiem jest żołnierz. Jeżeli koleś był w szkole dobry z rachunków, może zostać managerem interesu. Manager to prawa ręka szefa. Policja też odgrywa swoją rolę. Bierze kasę i nie przeszkadza.
  • Marchewa wiedział, że bez Bene… tylko cud mógłby uratować jego interes. Ale czy istnieje lepsze miejsce na cud… niż slumsy zwane Miastem Boga?

Inni

  • Dziwne, samochód wjeżdża do knajpy i nikt nic nie widział. Ty też nie widziałeś? Zawsze to samo. Nikt nic nie widział, nikt nic nie wie.
    • Postać: Byk – inspektor policyjny o prowadzonym śledztwie.

Dialogi

Kurczak: Co tym masz we łbie? Nie widzisz, że rujnujesz sobie życie? Włóczysz się za tym maniakiem i jego uzbrojonymi kolesiami. Zgłupiałeś? Jesteś jeszcze dzieckiem!
Filet: Ja, dzieckiem? Palę, wciągam, zabijam i rabuję. Jestem już mężczyzną.

Kobieta: Mąż ci nie liże?
Żona Paraiby: Nie.
Kobieta: Skarbie, mój, zanim mi wsadzi, musi napracować się językiem. Jakieś pół godziny wcześniej. A w tyłek? Chyba mu na to pozwalasz?
Żona Paraiby: Matko Boska, nie. Musi boleć, co?
Kobieta: Na początku, trochę. Potem zobaczysz, to cudowne. Ale będziesz potrzebowała banana.
Żona Paraiby: A po co?
Kobieta: Dziecko, nie wiesz, co dobre. Weź banana, podgrzej go trochę, wsadź do cipki, a on niech ci wsadzi od tyłu. Będziesz się czuła, jakbyś latała! Poproś męża, żeby to z tobą zrobił.
Żona Paraiby: Nie znasz mojego męża. Jeszcze mnie pobije.
Kobieta: Nic takiego. Mężczyźni lubią poświntuszyć. Poproś go.

Kilof: Miałem wizję, Gąsior.
Gąsior: Stary, co ty paliłeś?
Kilof: Pracowałeś kiedyś, nie?
Gąsior: No.
Kilof: Jak to jest? Co ludzie mówią?
Gąsior: Pracowałem tylko z ojcem. A wiesz, jacy są ojcowie. Ciągle pieprzą głupoty…
Kilof: Wiesz, co, Gąsior? Rzucę to, bo inaczej skończę jako pokarm dla robaków. Życie oprycha to głupota. Nie dla mnie.
Gąsior: Nie, bracie, nie wychodź. Tam są gliny.
Kilof: Niech się walą. Wracam do kościoła.

Cabeleira: Moje serce wybrało ciebie, wiesz? Idę tam, gdzie ono każe.
Berenice: Nabijasz się ze mnie?
Cabeleira: Nie słyszałaś o miłości od pierwszego wejrzenia?
Berenice: Łobuz nie kocha, łobuz pożąda.
Cabeleira: Czego bym nie powiedział, to się czepiasz.
Berenice: Łobuz nie mówi, łobuz namawia.
Cabeleira: Koniec ze strzępieniem sobie języka po próżnicy.
Berenice: Łobuz nie kończy, łobuz robi sobie przerwę.
Cabeleira: Trudno jest z tobą rozmawiać o miłości, co?
Berenice: Jakiej znowu miłości? Wciskasz mi kit.
Cabeleira: Ten frajer cię kocha.
Berenice: W ten sposób możesz mnie przekonać, wiesz?

Kurczak: Wielu ludzi już zginęło. Głównie niewinni. Wystarczy mnie znać, być moim przyjacielem… albo kumplem, a on już zabija.
Luis Alberto: Policja tam nie przyjeżdża?
Kurczak: Przyjeżdża, ale nie po niego. Przyjeżdżają tam po mnie. Mnie już trzy razy zapuszkowano, a on wciąż zabija jak wariat. Policja nie chce go tknąć.