Maria Janas

Maria Janas (ur. 1954) – polska działaczka spółdzielcza, prezes Spółdzielni Pracy Muszynianka.

  • Biznesmeni wolą wzorować się na modelach korporacyjnych. Ja nie wyobrażam sobie zaprowadzenia takich porządków w naszej spółdzielni – jeśli nawet przynoszą efekt ekonomiczny, często nie zwracają uwagi na człowieka, traktują go jak trybik w maszynie. Jak się zatnie, to wyrzucają i zastępują innym. Dla mnie to nie do pomyślenia. Wydaje mi się, że ludzie też mają już dość porządków korporacyjnych.
  • Jeśli ktoś jest dobrym pracownikiem etatowym, przydatnym dla firmy, to może zostać spółdzielcą, gdy zwolni się miejsce. Ale musi wpłacić udziały. Nasza spółdzielnia ma dobrą markę i znaczną wartość, więc udziały nie są małe. Ale i tak na liście oczekujących mamy sporo chętnych na spółdzielców. Gdy nasza generacja odejdzie na emerytury, oni nas zastąpią.
  • Ludzie zasmakowali w naszej wodzie. Nie jest słona, nie czuć w niej też siarkowodoru, co zdarza się w wodach mineralnych. Wyniki sprzedaży przyjemnie nas zaskoczyły. Mogę nawet powiedzieć, że odnieśliśmy sukces finansowy. Ale nie zaszumiało nam w głowie. Zgodnie zdecydowaliśmy, że prawie cały zysk będziemy inwestować w rozwój zakładu. Bez wypłacania dywidendy. Oczywiście, była pokusa, by skonsumować pierwsze duże zarobione pieniądze, ale ludzie rozumieli, że musimy patrzeć w przyszłość, by przetrwać w trudnych warunkach rynkowych.
  • Nikt u nas nigdy nie został zwolniony z powodu kłopotów finansowych firmy, choć takich u progu kapitalizmu nie brakowało. Jak nie najlepiej się wiodło, to cała załoga zaciskała pasa, by dalej wszyscy mogli mieć zatrudnienie. Albo część załogi przechodziła na wcześniejszą emeryturę. Ale żeby tak pracownika na bruk wyrzucić, to dla mnie jest nie do pomyślenia. Tylko jednego musiałam zwolnić dyscyplinarnie. Nie było wyjścia, mimo upomnień pijany przychodził do pracy i mógł całemu zakładowi zaszkodzić. Został zwolniony zgodnie z kodeksem pracy, który u nas obowiązuje jak w każdym zakładzie.
  • Owszem, kusili mnie, chcieli firmę kupić za grube miliony, obiecując, że utrzymam w niej wysokie stanowisko i dostanę inne profity. To byli światowi potentaci branży napojów, którzy wykupują w Polsce różne firmy. Nasi konkurenci już zostali kupieni. Kropla Beskidu to dziś Coca-Cola, Żywiec Zdrój to Danone, a Nałęczowiankę przejęło Nestlé. Kuszono mnie oficjalnie i mniej oficjalnie, ale się nie dałam. Już nie przychodzą. Wiedzą, że Muszynianka nie jest do kupienia. My tu między sobą mamy serdeczne stosunki. Tego nie da się kupić, wpisać w tabelki.
  • System pracy mamy ten sam, co na początku socjalizmu, czyli spółdzielczy. I proszę sobie wyobrazić, że to się nam sprawdza w tym naszym kapitalizmie. Firma coraz lepiej się rozwija. Nawet Komisja Europejska nas chwali jako wzorcową firmę spółdzielczą w skali Unii. W 2012 r. byliśmy jednym z czterech przedsiębiorstw, obok dużych korporacji spółdzielczych z Włoch i Kraju Basków, które Komisja Europejska stawiała za przykład skutecznej walki z kryzysem.
  • U nas nie ma wielkich dysproporcji w zarobkach, jak w firmach korporacyjnych, gdzie członek zarządu firmy dostaje czasami sto razy większą pensję niż zwykły pracownik. Dla mnie to chore rozwiązanie, budzące złe emocje w pracownikach. W naszej spółdzielni kadra kierownicza zarabia dwa razy więcej od pracowników fizycznych, a ja jako prezes – trzy razy więcej.