Magdalena Mielcarz

Magdalena Mielcarz (ur. 1978) – polska aktorka i modelka.

  • Zwracałam się do ludzi, żeby mi napisali muzykę, ale to nie było moje. Pomyślałam sobie, że muszę to zrobić sama. Problem jest taki, że nie znam nut. Jak z tego wybrnąć? Ja nie muszę znać nut, żeby ją słyszeć i żeby ją tworzyć. Zaczęłam się umawiać z ludźmi, którzy potrafią grać na instrumentach. Oni coś grali, ja do tego śpiewam i nagle zaczęły powstawać melodie. Stałam się twórcą, co sprawia mi wielką frajdę, wielką radość.
  • Mówi się, że jak Bóg zamyka drzwi, otwiera okno. Zawsze chciałam nagrać płytę, ale nigdy nie mogłam się zdecydować, bo ciągle działo się coś innego. Kiedy zaszłam w ciążę, naszła mnie straszna myśl, że oto skończyło się moje życie zawodowe. Są ludzie, którzy uważają, że można robić poważną karierę i być dobrym rodzicem, ale moim zdaniem to totalna bzdura. Ktoś zawsze cierpi. Dlatego byłam taka zdołowana, myślałam: „Boże, co ja zrobiłam, moje pełne wrażeń i podróży życie jest zrujnowane”. Po czym okazało się, że jednak otworzyło się okno. Dzięki temu, że siedzę w jednym miejscu, mogłam zająć się płytą. Mogę się do tego przygotować, chodzić na lekcje śpiewu.
  • Stany nauczyły mnie odwagi. Jest tam takie powiedzenie: „Stay on the track”, czyli – trzymaj się toru. Jeśli praca z kimś ci nie wychodzi, trudno, może uda się z kimś innym, ale trzymaj się toru. Jak mówi Wojciech Młynarski: „Róbmy swoje,/Może to coś da? Kto wie?...”. Uwielbiam to zdanie.
  • Mam w sobie takie nastawienie do ludzi, świata, że sprawy ułożą się tak, jak mają się ułożyć. Kiedyś patrzyłam na wszystko, czego nie mam. Dziś odwrotnie. Mam czym nakarmić siebie i dziecko, dach nad głową. Jest takie żydowskie powiedzenie, które jest istotą związku: „tam, gdzie jest miłość, żaden pokój nie jest za mały”. Żyję w poczuciu wdzięczności. Może to śmieszne, ale ja jestem z tego bardzo dumna. Codziennie, tuż przed pójściem spać, w notatniku w telefonie, piszę sobie trzy rzeczy, za które jestem tego dnia wdzięczna. I nagle okazuje się, że wszystko to kwestia perspektywy.
  • Zawsze trzeba mieć swój świat, swoje pasje i swoje pieniądze. Inaczej to zabójstwo dla związku.
  • Ale czuję presję, bo często ktoś mi życzy samych sukcesów. Czy ja jestem jakąś maszyną do sukcesów?! Chcę przeżyć szczęśliwie życie. Myślę, że kobiety są dziś poddawane presji, że wszystko powinny.
  • Jestem dorosłą osobą i umiem rozpoznawać swoje uczucia. Moje życie i moje marzenia są dla mnie ważne. Jeżeli sama ich nie zrealizuję, to będzie to tylko moja wina. Ktoś może sobie pomyśleć: „Boże, czym ona się tak podnieca? Pisze jakieś trzy piosenki na krzyż, z jakimiś tam muzykami, którzy nawet nie są gwiazdami”. A dla mnie to bardzo wiele! Nie muszę występować na wielkich scenach – nie chodzi mi o spełnienie zewnętrzne tylko wewnętrzne.
  • Jestem dzieckiem komunizmu, wychowanym w blokowisku, które miało jednego misia i jeden dres z Pewexu. Wyrosłam w rzeczywistości, w której wszyscy mieli po równo, czyli nic. Jeździliśmy na wakacje na wieś, do babci, chodziliśmy tam umorusani od stóp do głów, przeszczęśliwi, bawiąc się patykami w lesie. Przy słabym poziomie życia materialnego, w Polsce było ogromne bogactwo kulturowe. Znaliśmy kultowe płyty jazzowe na pamięć. Stawialiśmy treść ponad formę. Nadal się tym karmię. Nie marzę o markowych torebkach tylko o pięknym polskim tekście do piosenki. To mój wielki skarb, którego nigdy nie oddam.
  • My, Kobiety jesteśmy uczone od małego spełniać pewne oczekiwania, zachowywać się i wyglądać w określony sposób. Jestem zmęczona (…) spełnianiem czyichś oczekiwań, tańczeniem jak mi zagrają. Jestem (…) dojrzała kobietą, ubieram się jak chcę, maluję jak chcę, mówię co myślę. Dzisiaj spełniam SWOJE oczekiwania.

Zobacz też: