Jürgen Thorwald

Jürgen Thorwald (1915–2006) – niemiecki pisarz, dziennikarz i historyk.

Wielka ucieczkaEdytuj

(tłum. Albin Bandurski i Janina Sczaniecka, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1995, ISBN 8308025803)

  • 4 listopada 1944: Hossbach odbija Gołdap. Straszliwe zniszczenia. W Nemmersdorf kobiety przybite żywcem gwoździami do wrót stodół. Wszystkie kobiety i dziewczęta wielokrotnie zgwałcone, mężczyźni i starcy zamęczeni na śmierć, czterdziestu francuskich jeńców wojennych zabitych.
  • 6 maja zaczęły się pierwsze oficjalne prześladowania Niemców na ulicach Pragi. Okrążone oddziały niemieckie próbowały przy pomocy oddziałów szturmowych uwolnić Niemców z prowizorycznych więzień, ale większości z nich nie można już było w ten sposób pomóc. Tych, którzy w tych dniach zostali aresztowani i przeprowadzeni do prowizorycznych więzień, spotkał straszliwy los. Na ulicach czekali na nich Czesi ze wszystkich warstw społecznych, udowadniając, jak zaraźliwe są okrucieństwo i nienawiść. Napadali na nich, obrzucali kamieniami, opluwali i bili, czym się dało. Całe grupy niemieckich aresztantów, kobiet, mężczyzn i dzieci, musiały biec, z podniesionymi rękoma, zataczając się, pod gradem uderzeń i kopniaków. Kobiety, niezależnie od wieku, wleczono do najbliższych domów i lokali. Tam ścinano im włosy do gołej czaszki zwykłymi nożycami, a twarze ochlapywano farbą. Zrywano im suknie i malowano swastyki na plecach i piersiach.
  • Dla Sowietów było jasne, że wprawdzie odstąpią Polakom te tereny, ale z możliwie jak najmniejszymi bogactwami. W każdym mieście i w każdej wsi Śląska urządzono, natychmiast po ich zdobyciu, obozy służące przejmowaniu łupów. Kiedy w końcu kwietnia przypadek ponownie sprowadził mnie do kilku wsi w okolicy Głogowa, zobaczyłem, że w domach wyrwane były nawet podłogi, drzwi, futryny, krzyże okienne, umywalki, urządzenia klozetowe, przewody elektryczne i wyłączniki światła. Wszystko to, rzucone na stos, czekało na załadunek i wywiezienie do Rosji. Często urządzenia elektryczne i telefony ładowano łopatami na ciężarówki…
  • – Dlaczego krzyczysz? – zapytał w czystym, miękkim, prawie pozbawionym obcego akcentu języku niemieckim. Podniosła na niego oczy, a jej nadzieja na pomoc i ratunek jeszcze wzrosła. Dodał jej sił dźwięk jego głosu. Ale gdy spojrzała ponownie, w jego wzroku zobaczyła pożądliwe błyski. W ponownym odruchu przerażenia próbowała otulić się rozerwanym futrem, lecz on bez słowa wpił się w nią swoimi wąskimi wargami i pociągnął na rozrzuconą pościel na łóżku. Teraz już pojęła, że nie będzie pomocy ani nie będzie litości…
  • Do naszej wsi rosyjskie oddziały weszły 1 marca… Wszystkie domy zostały splądrowane, a kobiety – od najstarszej staruszki po dwunastoletnie dziewczynki, zgwałcone. Wszystkie, bez różnicy, przeszłyśmy to samo. Następnego dnia napotkałyśmy kilka młodych kobiet, które się powiesiły wraz ze swoimi dziećmi, ponieważ już nie mogły znieść tej męki. Byłyśmy tak przerażone i otępiałe, że już nawet nie mogłyśmy płakać i tylko myślałyśmy sobie: mają to już za sobą…
  • Fotografowie sowieckiej kroniki filmowej sfotografowali generała Matterna, po czym odebrano mu szpadę. Fotografowali także wynędzniałą rzeszę niemieckich jeńców, pędząc ich tam i z powrotem, częściowo boso, w ciągu całych czterech dni przez miasto – szarą, brudną gromadę, zdjętą śmiertelnym lękiem. Polskie pospólstwo biło ich i obrzucało kamieniami.
  • Gdy młodsza z sióstr Bowien, w dwa dni po rozpoczęciu ucieczki, jednej z nich zdjęła buty, ciało odeszło od kości wraz z obuwiem. Przytrafiło się to wielu setkom ludzi, a tylko nieliczni znaleźli jakiegoś lekarza, który ich przyjął na kilka nocy, amputował odmrożoną stopę albo przynajmniej na parę godzin uśmierzył ból.
  • Miasto znajdowało się pod stałym ostrzałem artyleryjskim. Tylko wieczorem następowała krótka przerwa, a wtedy rozlegały się propagandowe głosy z sowieckich megafonów wykrzykujące hasła: „Towarzysze, chodźcie do nas, dziś mamy gulasz z kluskami!”, „W Leningradzie czekają na was tysiące pięknych nóg młodych dziewcząt!”, „Pozdrawiają was oddziały, które właśnie maszerują na Gdańsk!”. Potem rozlegało się: „Przesyłamy wam jeszcze koncert organowy!”. I wtedy krótką chwilę przerwy kończył ryk „organów Stalina”.
  • – Mnie pobili, gdy leżał na niej piętnasty, i upuściłem lampę. Wówczas Albert musiał trzymać lampę tak długo, dopóki wszyscy nie skończyli… Relacje, jakie słyszałem w ostatnich dniach, są tak niewiarygodne, że w przyszłości, w czasach pokoju, zapewne nikt w nie nie uwierzy. Ale to przecież czynili ludzie, nie zwierzęta…
  • Musiałyśmy budować lądowiska dla samolotów i tłuc kamienie. W ulewnym deszczu i zacinającym śniegu siedziałyśmy w kucki na szosie od godziny szóstej rano do dziewiątej wieczorem. Jeśli jakiemuś Rosjaninowi któraś się spodobała, brał ją na bok. Rano i wieczorem dostawałyśmy zimną wodę i kawałek suchego chleba. W południe była zupa z nieobranych ziemniaków, bez soli. W nocy leżałyśmy śmiertelnie zmęczone w chłopskich chatach i na gołej ziemi w szopach, dokąd nas zapędzono, lecz nie dawał nam spać strach, gdy do naszych uszu dochodziły w ciemności stękania, jęki, sapanie i okrzyki rozkoszy, świadczące o obecności stojących na warcie żołnierzy.
  • Najstraszniejsze były jednak dla kobiet, dziewcząt i dzieci bezustanne gwałty. W Szydłowie, na południowy zachód od Opola, widziałem raz dwudziestu czerwonoarmistów, stojących w kolejce przed zwłokami wielokrotnie zgwałconej, mającej z całą pewnością więcej niż sześćdziesiąt lat starej kobiety. Wyli i wrzeszczeli, czekając, by zaspokoić swoje zwierzęce żądze na już pozbawionym życia ciele. Była to najstraszniejsza rzecz, jaką przyszło mi oglądać.
  • Nie ma niemieckiego żołnierza, który by nie wiedział, że w sowieckiej niewoli nie będzie tak traktowany, jak to jest w zwyczaju wśród europejskich przeciwników. Nie znajdzie się żaden dowódca, który mógłby się oddać wraz ze swoimi żołnierzami w ręce Rosjan, dopóki będzie istniała choć jedna jedyna możliwość ucieczki. To nie jest kwestia dumy, że nie dopuszcza się zgody na kapitulację wobec Rosjan, dla nich jest to po prostu sprawa życia i śmierci…
  • Prawdopodobnie nikt nie potrafiłby właściwie opisać Piławy w owych dniach. We wspomnieniach pastora pozostały tylko przerażające szczegóły, pomieszane fragmenty wrażeń. Były w nich widoki kobiet w ciąży, rodzących w jakimś kącie, jakiejś sieni, jakimś baraku, niekiedy – mimo swego stanu – po drodze jeszcze zgwałcone. Później zdołały zbiec i teraz trzęsły się ze strachu, że urodzą diabelskiego potwora. Widział też dziwnie pobladłe twarze zgwałconych gdzieś na drogach dziewcząt, którym jeszcze raz powiodła się ucieczka, a teraz szukały lekarzy. Byli też ciężko ranni i chorzy, pełni obaw, że ich się pozostawi; często pod kocem skrywający broń, by zmusić sanitariuszy do zabrania ich ze sobą lub skończyć z własnym życiem, zanim wpadną w ręce Rosjan.
  • Spotyka się też pojedyncze kobiety z pancerfaustami w ręku. Są to dyszące zemstą Ślązaczki.
  • Stary francuski ksiądz, który przebywał z nami jako jeniec, poprosił mnie, abym razem z nim po południu udał się do miasta. Chciał zobaczyć, jak się czują niemieccy duchowni i Niemcy, którym nie powiodła się ucieczka… Mimo że byliśmy przygotowani na najgorsze, to, co zobaczyliśmy, wstrząsnęło nami do tego stopnia, że nie da się tego wyrazić słowami. Kilka metrów od naszego obozu natknęliśmy się na widok, którego nie zapomnę do końca życia. Zabito kilkanaście niemieckich dziewcząt, które wcześniej zgwałcono. Kilka z nich powieszono za nogi i rozpruto im brzuchy. Koledzy już wcześniej mówili mi o podobnych rzeczach, ale nie chciałem wierzyć. Zatrzymaliśmy się i odmówiliśmy modlitwę.
  • Trudno sobie wprost wyobrazić, co oznaczało stałe powtarzanie, coraz częstsze, przez wiele lat – Kałmukom, Tatarom, mieszkańcom Kaukazu i Syberii – ludziom pierwotnym, ograniczonym, którzy żyjąc w swej ojczyźnie wśród rozmaitych niebezpieczeństw, biedy i prymitywu, nie szanowali życia ludzkiego tak, jak czynią to obywatele wysoko cywilizowanych krajów: «Niemcy są faszystami, a faszyści to dzikie zwierzęta i trzeba ich zabić!». Przez z górą trzy lata sowieckie radio monotonnie, jak młotem, wbijało w umysły ludzi słowa: «Zabijajcie faszystowskiego okupanta!».
  • Wraz z sowieckimi armiami wdarło się barbarzyństwo Hunów z azjatyckich stepów, i to nie tylko w propagandzie, ale i w traktowaniu ludzi. Od stycznia do kwietnia włącznie trwały na pozór przypadkowe grabieże, gwałty i mordowanie bezbronnych. Każda niemiecka istota była wyjęta spod prawa, a jej cały dobytek stawał się bez wyjątku zdobyczą.
  • Wreszcie dotarliśmy do jakiejś niemieckiej plebanii i weszliśmy do środka. Dom był częściowo spalony i w wielu miejscach groził zawaleniem. Obie siostry proboszcza siedziały na gołych schodach. Ksiądz i jego ojciec przykucnęli obok nich, a ich blade twarze zdradzały najstraszniejszy szok, jaki może być udziałem człowieka. Trzy kobiety siedziały skulone na kanapie. Jedna z sióstr powiedziała francuskiemu księdzu, że horda Rosjan je zgwałciła, a księdza i jego ojca zmusiła, by przyglądali się temu.
  • Żaden Niemiec z tej wsi nie uszedł losowi, jaki mu był pisany. Stodoły, gdzie w słomie i sianie ukryło się kilka kobiet, ogarnęły płomienie. Żona lokalnego administratora gospodarstw rolnych, którą wielu Polaków wytykało palcami, ponieważ zachowywała się jak wyniosła władczyni niewolników, została tyle razy zgwałcona, że zmarła.
  • Żonie Haupta i jego córkom: osiemnastoletniej i dwunastoletniej, zerwał koszule, obejrzał je sobie, po czym kazał im się położyć na gołej podłodze i przytrzymać je swoim ludziom za ręce i nogi. A potem zrobił, na co miał ochotę. Gdy Haupt usłyszał płacz swojej dwunastoletniej córki, jęknął głośno, a jego żona zwijała się pod przytrzymującymi ją brutalnie dłońmi. (…) Nagle rozległo się wycie, które nie było już ludzkim głosem, zdradzające tak straszny ból, że kobieta usiłowała się zerwać i również zaczęła krzyczeć, nie wiedząc, co się stało. Nie miała pojęcia, że szarobrązowi zmiażdżyli jej mężowi kamieniami jądra i że ta męka wyzwoliła w śmiertelnie rannym człowieku ostatnie siły, kazała mu się zerwać i zatoczyć z rękoma kurczowo zaciśniętymi na łonie. Gdy upadł w śnieg, krzyk zamarł ostatecznie.