Otwórz menu główne

Ernest Skalski (ur. 1935) – polski dziennikarz i publicysta, były dziennikarz "Tygodnika Solidarność" i "Gazety Wyborczej", obecnie pracuje w miesięczniku "Press".

  • Nie dlatego nie ma owej "[wolnorynkowej] reformy", że zastrachane społeczeństwo jest przeciw, lecz dlatego, że zagrożona władza jej nie dokonuje. Musi to zrobić jakaś siła z zewnątrz i taka siła w Polsce nawet istnieje: opozycja z poparciem większości społeczeństwa. I jeśli ma polubownie przeprowadzić tę zmianę, musi się z siłami starego porządku dogadać. Nie może to jednak być lansowane przymierze z reformatorskim skrzydłem władzy, które zajmuje wprawdzie dziś kluczowe, pozycje, ale traci oparcie we własnym aparacie. To musi być oferta do całego aparatu, do setek tysięcy ludzi, zajmujących w państwie wciąż jeszcze strategiczne pozycje. Muszą oni wiedzieć, że nie przewiduje się wobec nich żadnych posunięć z repertuaru stosowanych przez ich poprzedników, wobec obszarników, fabrykantów i kułaków. Wprost przeciwnie: trzeba tym ludziom otworzyć możność ubiegania się o przejmowanie na własność części majątku, którym obecnie zarządzają, jeśli dają nie gorsze od innych gwarancje jego wykorzystania. Na pewno zaś należy im obiecać co najmniej roczne wypowiedzenie z zachowaniem realnej wartości zarobków, zachowanie przywilejów niechby drażniących, wszechstronną pomoc przy podejmowaniu nowego zajęcia czy samodzielnej działalności gospodarczej. Ewentualnie wcześniejsze, odpowiednio korzystne emerytury. Oraz, co ważne, żadnych osobistych rozliczeń z tytułu ich wcześniejszej działalności. Propozycja taka musi być nie tylko atrakcyjna, ale też wiarygodna. Wymaga zatem poparcia społecznego, o co chyba będzie najtrudniej. Warto jednakże uświadomić sobie, że wymierzanie sprawiedliwości dziejowej często sprowadza się do zbrodni na wielką skalę przy okazji wszelkich rewolucji. A poza tym, opłaca się raczej Polskę wykupić niż wyszarpywać.
  • O ojcu wiem jeszcze mniej. W czasie wojny domowej znajdował się w Odessie, był bezprizornym, czyli bezdomnym. Dlaczego się znalazł w Polsce, jak tu przyjechał, tego nie wiem. Ojciec nie miał wykształcenia technicznego, ale był tak zwaną złotą rączką. Potrafił wszystko wymyśleć, zrobić, naprawić. Używał na przykład własnoręcznie robionych zapalniczek. Wymyślił, dziś popularne, zamykanie butelek na kapsel, ale nie miał możliwości, żeby to opracować i opatentować. Nazywał się Wilker. Dopiero władza ludowa kazała mu zmienić nazwisko, choć myśmy z tym Wilkerem absolutnie swobodnie przeżyli całą okupację w Polsce. To nazwisko ma niemieckie brzmienie, jak wiele w Polsce. W papierach nigdzie nie było napisane, kto jest Żydem. Jeśli ktoś nazywał się na przykład Samuel Weisberg, syn Aarona i Sary, to było wiadomo. Ale mój ojciec w dokumentach miał Jerzy Wilker, matka Zofia. (…) Ojciec, który się zgłosił do wojska, dostał przydział do milicji. A mnie powiedziano, że od teraz nazywam się Skalski. Nie wiem, dlaczego akurat tak.
    • Źródło: Naszkowska Krystyna: My, dzieci komunistów, rozmowa z Ernestem Skalskim, Czerwone i Czarne, Warszawa 2019.
  • On nie wymaga luksusów, nie piastuje godności, lecz nie jest skromny. Nie chce być szarą eminencją i skrycie pociągać za sznurki. Ma być widać, że to on wydaje rozkazy.
  • Zmiana ustroju - bo już nie żadna reforma - odbywa się niezależnie od dyskutowanych koncepcji i uchwalanych ustaw. Rozpada się, w sensie jak najbardziej dosłownym, materia gospodarcza, którą włada socjalistyczne państwo. Gospodarka od lat już nie jest w stanie wypracować środków nawet na odtworzenie samej siebie. Obraz zalanych kopalń, wygaszonych pieców, fabryk poprzerastanych trawą rysuje się całkiem realnie. Struktury zarządzające są trwalsze niż zarządzana materia, ale i one się zaczynają wykruszać. Ludzie w nich tracą motywację, a co bardziej przedsiębiorczy uwłaszczają się, przechodząc do prywatnego biznesu. Ten zaś rozrasta się dość dynamicznie na terenach opuszczanych przez centralne zarządzanie i planowanie.